Księżycowe krajobrazy i wapienne skały – Chorwacka przygoda

Chorwacja. Tak, tak wiem  to bardzo oklepane miejsce pełne turystów z naszego kraju i jeszcze króluje w rankingach „najczęściej wybierane miejsca przez Polaków”. Opis Chorwacji z perspektywy turysty, żeglarza, miłośnika sportów wodnych można bez trudu odnaleźć w Internecie. Nawet zastanawialiśmy się czy opisać nasz rejs? Jednak była to taka wyprawa, której się nie zapomina – przede wszystkim dzięki ludziom tworzącym załogę marzeń .

Przygotowania

Tutaj bardzo pomógł Facebook, dzięki któremu już w kilka dni znalazło się sześć osób gotowych na majowy rejs. Jacht Sun Odyssei 36i wyczarterowaliśmy przez firmę z Wrocławia Leo Yacht http://leo-yachting.com/. Bardzo profesjonalnie, bezproblemowo i dynamicznie załatwiliśmy wszystkie sprawy. Polecamy gorąco!

Drogę z Gdańska do Katowic przejechaliśmy Skodą Fabią zostawiając naszego ukochanego psa w Radomsku. W Katowicach przesiedliśmy się do większego, klimatyzowanego samochodu, w którym jechały cztery osoby + zakupy na 7 dni rejsu. W Chorwacji dokupowaliśmy tylko chleb, warzywa i owoce. Jedzenia było naprawdę dużo!

Wystartowaliśmy w piątek po południu.Droga była piękna.Cały czas autostrady, postoje robiliśmy w każdym państwie, aby nabyć potrzebne winiety. Do Sukosanu dotarliśmy w nocy i przespaliśmy się do rana w samochodzie. Wczesnym rankiem powitały nas niesamowite widoki: palmy, czysta woda i piękne jachty. Wjechaliśmy do portu, znaleźliśmy biuro naszej firmy (na jacht musieliśmy poczekać kilka godzin) i szybko udaliśmy się pod prysznic, a potem na śniadanie.

dsc_0015

Port w Sukosanie jest jednym z największych w Chorwacji. Robi niesamowite wrażenie! Jachty równo zacumowane przy kolejnych kejach tworzą zastępy białych jednostek. Do tego czysta woda i śródziemnomorska przyroda. Turyści uśmiechnięci – jedni opaleni już po rejsach zdają jachty drudzy bladzi – tak jak my czekają na ich wydanie.

dsc_0021

OPIS PORTU

Marina Sukosan to ogromny port, w którym znajdują się przeróżne firmy czarterowe. Charakterystyczny kształt mariny sprawia, że rozpoznamy ją w locji bez problemu.

sukosan

Bez problemu również wynajmiemy tu jacht odpowiadający naszym wymaganiom finansowym, wygodowym, czy sportowym. My byliśmy bardzo zadowoleni z pośrednika jak i armatora. Gdy tylko jacht zostaje sprawdzony, a bosman szczegółowo pokazuje obsługę silnika, fałów, gazu, zbiorników itd. możemy się „wprowadzać”.  Mamy okazję wypróbować ponton (bez silnika) ponieważ do wody wpada nam chleb. Szybka akcja ratunkowa zakończyła się sukcesem – chleb do jedzenia się już nie nadawał, ale nasza duma i satysfakcja z wyłowienia go była ogromna.

Wieczorem dojeżdża druga część załogi. Wieczorna impreza integracyjna przygotowana była lepiej niż moglibyśmy sobie mogła wymarzyć.Od mojego Taty mieliśmy pyszne mięsko dla całej załogi, a w międzyczasie odbyło się rozstrzygnięcie konkursu na najlepiej zrobioną cytrynówkę. Wybór był trudny, każdy ze smaków odzwierciedlał charakter autora i był wyjątkowy. Po kolejnych degustacjach mieliśmy już swoich faworytów. Każdy jednak znalazł coś dla siebie – słodka niczym miód cytrynówka Szymona, mocny i wyraźny trunek Artura oraz wyważona i z odpowiednim bukietem nalewka Agaty. Ta ostatnia była faworytem jednak wszystkie smakowały wybornie. Pod koniec degustacji na stół wkroczyła niespodzianka specjalna – ciężkie działo. Bimberek Krychy…Aż przez chwilę było nam szkoda, że jesteśmy niepijący!

Krzysztof Kolumb w Biogradzie

dsc_0036

Pogoda drugiego dnia była iście nie-chorwacka. Mżawka, która potem zamieniła się w deszcz i chłód. Po wypłynięciu z portu zauważamy, że GPS zaczyna szwankować. Nie łapie naszej pozycji. Ponieważ nie odpłynęliśmy za daleko postanawiamy wracać. „I’m not Kristofo Colombo”  zwraca się do Bosmana Mieszko i sprawa z naszym marinero załatwiona. Mamy nowiutki GPS i pierwsze manewry portowe za sobą (właściwie drugie, bo jeszcze wypływaliśmy ). Z nowym sprzętem płyniemy dalej. W trakcie żeglugi chłopaki wyjmują ważniejszy (no dobra najważniejszy sprzęt) wędki! Wędki, plecionki, przynęty (to piszę ja Sylwia, więc może coś skopałam w nazwach) które dzielnie zarzucają – reszta musi dostosować prędkość żeglugi do możliwości połowu. W końcu….JEST! Piękna, duża ryba! Którą zjedliśmy (zdjęcie u dołu).

dsc_0053

Dalej płyniemy przy lekko deszczowej pogodzie. Postanawiamy, że portem, do którego dopłyniemy będzie Biograd, a dokładnie Biograd na Moru.

OPIS PORTU

Port w Biogradzie jest duży, ale nie odczuliśmy „klimatu wakacyjnego”, może przez pogodę? Idziemy zapłacić do biura mariny.

Cena za postój: 394,06 HKR

Toalety, prysznice, prąd, woda, restauracje sklep, stacja benzynowa

marina-biograd

Ponieważ aura nie sprzyja opalaniu zbieramy się na wyjście do Tawerny. Spacerujemy ulicami miasta, które jest bardzo klimatyczne i każdemu polecilibyśmy zatrzymać się tutaj choć na chwilę. Tym bardziej, że znaleźliśmy skarb! Tawerna Konoba (hr) prowadzona przez przemiłych właścicieli, którzy podają wyłącznie własny alkohol. Nie zamówicie tu kawy ani herbaty, nawet ze zwykłym sokiem był problem! Wyłącznie mocne trunki, które wypijecie siedząc w klimatycznym, kamiennym pomieszczeniu. Znajduje się ono w piwnicy, a wnętrze ciemne, ale nie mroczne ocieplane kominkiem jest wyjątkowe. Usiedliśmy całą załogą i zaczęliśmy dalszą część integracji również z właścicielami. Późnym wieczorem wróciliśmy na jacht.

dsc_0080

dsc_0071

dsc_0066

dsc_0073Z samego rana wypływamy na morze, nasz cel – Tribunj! Trasa jest malownicza. Pełno wysp, wysepek i jachtów. Mijaliśmy również prom z Biogradu, który robił obrót 360 st! Pogoda trochę lepsza niż poprzedniego dnia, ale do prawdziwych Chorwackich upałów brakuje kilku stopni. Nie narzekamy, bo mamy naprawdę wspaniałe towarzystwo. Z lewej i prawej strony z wody wynurzają się mniejsze i większe wyspy, to archipelag północnodalmatyńki. Jedną z tych dużych Otoków (po chorwacku Otok to wyspa) jest Murter. Jest ona zanan z pięknych plaż, drzew oliwnych i figowych. Dzieli ją od lądu zaledwie 6 m, wybudowano w związku z tym przejście w postaci zwodzonego mostu Choć na pewno warto zwiedzić wyspę, my płyniemy dalej! Po kilku godzinach żeglugi wpływamy do portu Tribunj.

OPIS PORTU

Marina Tribunj to malowniczy port, do którego na pewno warto przypłynąć. Jak prawie wszystkie chorwackie porty jest w pełni wyposażony, a niedaleko znajdują się sklepy, markety, restauracje i tawerny.

Cena za postój:  458 HRK

Toalety, prysznice, prąd, woda, restauracje sklep, stacja benzynowa

tribunj

dsc_0141

Po obiedzie od razu udajemy się na zwiedzanie wyspy, nad którą króluje wzgórze, a nim kościółek do którego ciągnie nas jakaś niezwykła siła. Samo miasteczko jest urokliwe. Dzieli się na dwie części: stare i nowe miasto. Starsza część znajduje się na Pełno tu tawern położonych nad samym morzem, a port jest jednym z najważniejszych miejsc na wyspie. Warto udać się do położonego na wzgórzu kościółka choćby dla samych widoków! Z góry wszystko pięknie widać. Samo miasteczko jest ciasne z małymi uliczkami, to charakterystyczne dla chorwackich miasteczek. Daje to poczucie bliskości i ciepła. Myślę, że to doskonałe miejsce dla tych, którzy chcą odciąć się od zgiełku i hałasu. Świątynia na wzgórzu to kościół Świętego Mikołaja, idąc do niego miniemy również cmentarz, a przy samej świątyni znajdują się groby i ruiny twierdzy Jurjevgrad. Kiedyś zamek ten pełnił funkcję obronną przed Turkami.

dsc_0142

dsc_0176

dsc_0173

W przewodniku wyczytałam, że Tribunj słynie z wyścigów osłów! Zawody te odbywają się corocznie 1 sierpnia. Już wiemy dlaczego w mieście stoi pomnik osiołka, z którym każdy z nas zrobił sobie zdjęcie. Wieczorem tradycyjnie idziemy na piwko do baru i tawerny. Ta druga choć z zewnątrz wydawała się niezła nie spodobała nam się ze względu na obsługę i trochę sztywny klimat.

Po śniadaniu wypływamy do Skradinu! Czeka nas przeprawa przez kanały i zatoki. Pogoda z dnia na dzień się poprawia, więc liczymy na dużą dawkę Słońca. Znów żeglujemy wśród uroczych wysp, które chciałabym zwiedzić – każdą z osobna i czuję, że nigdy by mi się to nie znudziło. Gdzieś po drodze miniemy Vodice – miasteczko ok. 15 minut spacerem od Tribunja. Warto tam zajrzeć, jeżeli będziecie mieć chwilę czasu, lub Wasz plan podróży będzie na to pozwalał. Po kilkunastu minutach pływania wchodzimy w kanał (luka) ujście rzeki Krka do Adriatyku i wprost z niego płyniemy na Zatokę naszym oczom ukazuje się Sibienik – malownicze miasto, którym możemy preczytać  „najstarsze miasto rodowe Chorwatów na wschodnim wybrzeżu Adriatyku.”

dsc_0197

dsc_0229

Nie cumujemy tutaj, bo naszym celem jest Skradin i wycieczka do Parku Narodowego Krka. Jednak warto wspomnieć co nieco o tym mieście, które w całości zostało założone przez Słowian. Co to oznacza? Nie znajdziemy tu jak w pozostałych chorwackich miastach i miasteczkach wpływów rzymskich. Widok na Sibienik od strony wody jest piękny, widać górującą górująca nad miastem budowlę, która okazuje się być twierdzą św. Anny, która jest najlepszym w okolicy punktem widokowym. Długi nadmorski bulwar oraz starówka są doskonałym miejscem na spacery oraz spotkania przy kawie. Gęsta zabudowa oraz wąskie ulice są charakterystyczne dla śródziemnomorskich miasteczek i w połączeniu z położeniem na wzgórzu daje to niesamowity klimat! Jednak to Katedra Św. Jakuba jest najważniejszym zabytkiem miasta- jest ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

dsc_0239

dsc_0254

Żeglowanie w tym regionie to ucztwa dla oczu. Większość zdjęć i filmów mamy właśnie z przeprawy po rzece Krka i położonych na niej jeziorach. Skały po obydwu stronach burt, chorwacka przyroda  – zieleń połączona z szarością kamieni to było coś niesamowitego! Minęliśmy SIbienik  i przepływamy pod Sibienickim Mostem. Patrząc w górę wydaje się, że jest on zaraz nad naszym masztem – ktoś, kto pierwszy raz wybrał się nażagle powiedziłby, że pod nim nie przepłyniemy. Jednak choćby z locji wiemy, że jest on dobre m ponad lustem wody. Płynąc pod prąd rzeki Krka wpływamy na Jezioro Prokljansko. Nie da się opisać widoków! Nawet patrząc na zdjęcia wiem, że tylko będąc tam można poczuć ten chorwacki klimat. Gdy przepływamy pod Bridge Over Krka naszym oczom ukazuje się Skradin tam bezpiecznie cumujemy w porcie.

OPIS PORTU

Marina w Sradinie należy do Adriatic Croatia International Club d.d. czyli grupy zrzeszającej 22 chorwackie porty.

skradin

Skradin to miejsce must have dla żeglarzy i turystów. Piękne, malownicze miasteczko, z którego promem dostaniemy się do Parku Narodowego Krka. Pełno tu restauracji, barów i tawern! Po prostu raj 🙂 Idę zapłacić do mariny, w której dowiadujemy się wszystkiego o promach do Parku narodowego Krka, dostajemy pakiet folderów turystycznych oraz prognozę pogody. W marinie znajduje się również bankomat. Tego samego dnia udajemy się do Parku Narodowego Krka.

KRKA

dsc_0298

Park Narodowy Wodospadów Krka – każdy kto odwiedzał ten rejon Chorwacji tu był i każdy opowiada, że jest pięknie i… ma rację. Woda odgrywa tu najważniejszą rolę – jest wszędzie! Spada ze skał, jest pod naszymi nogami, otacza nas z każdej strony. Miejsce ZEN, oaza spokoju, uczta dla zmysłów. Warto wybrać się tu w maju, kiedy turystów jest mniej i naprawdę można posłuchać ciszy i dźwięków przyrody. Sam park powstał w 1986 roku i obejmuje teren wielkości 109 km2, do którego zaliczamy bieg rzeki Krki oraz przyległe jej tereny. Dlaczego jest to tak niezwykłe? Na rzece powstało siedem wodospadów, a działalność wody w połączeniu z wapiennymi skałami sprawiły, że powstały tu niesamowite krajobrazy. Wyjątkowo bogata fauna i flora sprawi, że zapomnimy na chwilę o tłoku miast i szybkim trybie życia, a zaczniemy zachwycać się przyrodą.

dsc_0272

dsc_0305

Wieczorem jesteśmy już w Skradinie. Dopadł nas „mały głód” więc udajemy się do restauracji. Wybór jest duży, więc chodzimy i wybieramy – głód nas przyciska i siadamy w jednej z restauracji. Jednak po cenach w menu twerdzimy, że trzeba zmienić lokal. Pijemy tylko piwo i przenosimy się do innej knajpy. To był strzał w dziesiątkę! Pyszne Mule, na przystawkę od restauracji dostajemy pączki serowe, a na koniec posiłku nalewkę z malin. Mniam… Najedzeni wracamy na jacht, gdzie jeszcze śpiewamy kilka szant i idziemy spać.

dsc_0346

dsc_0351

dsc_0341-kopia

Rano chłopaki idą na ryby. Nastawienie jest bojowe. Po kilku godzinach jednak w końcu wypływamy. Wiatr jest silny. Dlatego zaraz po wypłynięciu na pełne morze cumujemy na wyspie o wdzięcznej nazwie Prvic Luka.

OPIS PORTU

Mały porcik na wyspie, a w nim miejsce dla cumowania promu.

źróło:http://www.cruiserswiki.orgprvic

cena: 330 HKR

Toalety, prysznice – są w małych budkach, ale jest ciepła woda

dsc_0393

dsc_0363

Nie dziwi nas, że 90 % jachtów posiada polskie bandery. Wejście do portu do najłatwiejszych nie należy silny wiatr zmusza każdego z załogi do maksymalnej koncentracji. Udaje się wzorowo. Po obiedzie chłopaki i dą na ryby, dziewczyny czytają książki. I tak mija nam czas do zachodu Słońca, który poszliśmy oglądać wgłąb wyspy. Warto wspomnieć, że to miejsce jest idealne do wypoczynku. Nie ma tu ruchu pojazdów mechanicznych, jest jeden sklep (jeden przez nas zlokalizowany) i dużo, dużo spokoju. Czysto i przyjemnie. Prom z pasażerami pływa kilka razy dziennie. Zauważyliśmy, że nawet specjalnie nie cumuje – podpływa i od razu odpływa. Ludzie szybko i zgrabnie schodzą i wchodzą na pokład.

dsc_0376

dsc_0389

Na wyspie znajduje się muzeum Fausta Vrančicia. Kim był? Renesansowym myślicielem i naukowcem, który napisał SłownikpięciunajszlachetniejszychjęzykówEuropy (Dictionarium quinque nobilissimarum Europae linguarum, latinae, italicae, germanicae, dalmaticae et ungaricae) który był nie tylko pierwszym chorwackim, ale i pierwszym węgierskim słownikiem. To jego słownik miał ogromny wpływ na rozwój ortografii obu języków (źródło:http://www.vodice.hr/pl/doswiadczyc-vodic/faust-vrancic).

Z żalem, puszczamy wyspę udając się do jednego z najpiękniejszych miejsc w Chorwacji – na Kornaty. Krajobraz podczas żeglugi zmienia się wraz ze zbliżaniem do Wysp. Wiatr wieje mocno ok. 4 B. Nie przeszkadza nam to jednak w podziwianiu księżycowych wysp. Wpływamy do Parku Narodowego Kornaty.

dsc_0436

Przepływając obok nagich skał mamy wrażenie, że jesteśmy na innej planecie. Cumujemy na wyspie Vela Panitula. Jesteśmy drugą załogą w porcie, poza nami nie ma nikogo! Od razu idziemy zwiedzić wyspę. Jest bezludna, żyją na niej tylko dzikie owce. Warto mieć zakryte buty, bo japonki czy sandały średnio się tutaj sprawdzą. Widok z góry jest nieziemski, nie da się opisać. Nie ma nikogo tylko my i dzikie owce 🙂 W marinie znajduje się tawerna, w której można zamówić jedzenie. Jest również sklep, ale jak nie musicie nie kupujcie – jest dosyć drogo (po prostu zaopatrzcie się wcześniej).   Wielką zaletą tego miejsca jest to, że nie da się tu dotrzeć inaczej niż jachtem. Na zachód Słońca udajemy się pontonem na wyspę Piskera.

dsc_0475

OPIS PORTU

dsc_0486

Marina Piskera jest jednym z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam. Wpływając tu trzeba uważać na gwałtownie zmieniające się głębokości.

Cena postoju:

Choć umieszczona na bezludnej wyspie, to są tu prysznice, toalety, sklep i tawerna.

piskera

Trudno uwierzyć, że już wracamy. Ostatnie spojrzenie na Kornaty i płyniemy do Sukosanu. Tydzień minął jak jeden dzień!

dsc_0487

dsc_0515

Po dopłynięciu do portu wsiadamy w samochody i jedziemy do Zadaru. Jest to jedno z największych turystycznych miast i chorwackie centrum rozrywki. Znajduje się tu wiele zabytków z różnych epok. Jednym z najcenniejszych jest średniowieczny  kościół świętego Donata. Duże, turystyczne miasto, w którym znajduje się piękny bulwar z organami, które grają dzięki falowaniu „Morske Orgulje” wydają dźwięki niczym syreni śpiew. Nie mamy dużo czasu na zwiedzenie miasta. Na pewno warto wcześniej zapoznać się z przewodnikiem po nim lub poczytać na stronach internetowych o wartościowych zabytkach. My chcemy spędzić ostatnie chwile w gronie załogi i uczcić rewelacyjny rejs. W jednej z pizzerii zamawiamy pyszne pizze i rozmawiamy o kolejnych rejsach. Następnego dnia zdajemy jacht i wracamy do domu. Następny rejs już niedługo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *