BAŁKAN EXPRESS PLUS WŁOCHY

Czarnogóra, to kraj piękny, dziki i miejscami jeszcze nieodkryty przez turystów. Dla każdego znajdzie się tu atrakcyjna opcja spędzenia urlopu: sporty wodne, opalanie, zwiedzanie, piesze wędrówki z plecakiem, czy przemierzanie czarnogórskich dróg samochodem. Nasza przygoda z tym krajem zaczęła się rok temu, o czym możecie przeczytać tutaj. Tegorocznymi dwoma rejsami (szczególnie tym opsanym jako cz. II tej wyprawy) dopięliśmy żeglarsko Czarnogórę, ale mamy wrażenie, że jeszcze tu wrócimy…

Czarnogórska bandera

Planując rejs żeglarski zawsze liczymy się z tym, że plany mogą ulec zmianie. Z resztą jak każdy, kto organizuje podróż: opóźnienie samolotu, pociągu czy awaria samochodu. Do tego brak miejsca w hotelu, błędna rezerwacja czy skradzione dokumenty. Jeżeli planujesz trip dla siebie to pół biedy, jednak kiedy bierzesz na barki organizację rejsu dla kilku osób, to cały czas myślisz, analizujesz i masz stres jak to wszystko ogarnąć? My to oczywiście wszystko wiedzieliśmy jednak ta podróż przeszła nasze najśmielsze oczekiwania i możliwości.

Ten rejs był dla nas bardzo wymagający – nasze początkowe plany zostały zweryfikowane przez przepisy poszczególnych Państw, pogodę  oraz wymagania armatorów. Paragrafy zmieniają się chyba z roku na rok, wiele z ograniczających nas przepisów wyszło niestety po drodze. Po pierwsze zaplanowaliśmy przepłynięcie dwóch państw nienależących do Unii Europejskiej: Czarnogóry i Albanii. O ile z tym pierwszym krajem już się zetknęliśmy, to wpłynięcie na Albańskie wody graniczy z cudem. O początku:

ORGANIZACJA

Termin: 15-29.09.2018 r. (dwa rejsy  one way po 7 dni)

Start: Bar (Czarnogóra)

Jacht Sun Odyssei 45 „Andrea” z 1998 roku wyczarterowaliśmy z Czarnogóry przez pośrednika Globsailor. Już w naszych pierwszych mailach wyraźnie zaznaczaliśmy, że chcemy płynąć przez Albanię na Korfu – zrobić wymianę załogi i wrócić. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo ogarnąć taki jacht, którego ubezpieczenie obejmuje albańskie wody. Jednak udało się (według pośrednika) znaleźć jedną, jedyną jednostkę. Mając taką informację zaczęliśmy zbierać załogi.  Zapłaciliśmy zaliczkę i napisaliśmy już bezpośrednio do armatora firmy Yachting Adria. I tu pojawiła się pierwsza przeszkoda: jacht nie może płynąć przez Albanię. Dlaczego pośrednik miał inne informacje? Tego chyba się już nie dowiemy. Ponieważ wpłaciliśmy już zaliczkę, a szukanie nowego jachtu zajęłoby sporo czasu podjęliśmy decyzję, że popłyniemy przez Włochy. Trasa jachtu zmieniła się na następującą:

Bar – Otranto (ew. Bari, Brindisi) – Korfu

Obiecaliśmy naszym załogom, że zrobimy wycieczkę samochodową do Albanii w zamian za to, że tam nie popłyniemy. Powiadomiliśmy wszystkich i nie było żadnych problemów, więc byliśmy spokojni. Do czasu…

…przeczytania pewnego posta na jednej z żeglarskich facebookowych grup. W poście tym pojawiła się informacja, że nie można wymieniać załóg na greckich wodach jeżeli jacht nie jest pod grecką banderą. Oczywiście informację skonfrontowaliśmy z naszym armatorem, który niestety ją potwierdził. Jednak przyzwyczajeni do tego, że trzeba działać zapytaliśmy czy mogą nam jakoś pomóc. Pojawiła się nadzieja! Można wymienić załogę w porcie Saranda w Albanii, Saranda leży zaledwie 15 Mm od Korfu! Tak, tak, Saranda w tej samej Albanii, do której nie można popłynąć. Nasz armator załatwił pozwolenie na wpłynięcie do jednego portu w tym kraju i wymianę załogi! Jesteśmy uratowani!

Trasa naszego rejsu i całej podróży

U MAJKELA W PODGORICY

Z całą załogą pierwszego rejsu spotykamy się na Okęciu. Większość to nasi znajomi lub znajomi, znajomych. Wspólnie lecimy niecałe dwie godziny do Podgoricy. Na miejscu jesteśmy około północy, ale mamy nocleg w „Hostelu” „U Majkela”, czyli Maria Hostel. Nasi załoganci sami zorganizowali sobie pokoje, my później zabukowaliśmy pokój dla nas w tym samym miejscu. Majkel – właściciel i bardzo zapracowany, ciężkiej wagi, spocony biznesmen oznajmił naszym załogantom, że ma dla nich dwa 4osobowe pokoje zamiast czterech 2osobowych. A ponieważ jest ich 6 osób, to w jednym z pokoi jest dwóch mężczyzn. Ten pokój należał niestety do naszych dwóch koleżanek. Problem został jednak rozwiązany i mogliśmy w końcu udać się na integracyjną imprezę do Centrum Podoricy!

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO BARU

Bar – niedaleko mariny

Rano wsiadamy w pociąg do Baru. Rozkład jazdy pociągów oraz ceny znajdziecie tutaj. Miejscowości dzieli 65 km, a czas podróży to ok.  jedna godzina. Cena jednego biletu na pociąg regionalny to 2, 40 Euro.  Malownicze trasy, tunele i w końcu morze! Widok morza na każdym z rejsów strasznie nas uspokaja. Siadamy w tawernie w marinie i czekamy na odbiór jachtu. W pewnym momence stajemy się bardzo głodni. Nasze spore bagaże zmuszają nas do podziału na dwie grupy – jedni jedzą drudzy pilnują.

Bar to jedno z większych miast Czarnogóry, w którym znajduje się największy port morski tego kraju. Stąd właśnie  możemy promem dostać się bezpośrednio na Włoskie wybrzeże np. do Bari. Te dwie miejscowości łączy nazwa – Bar założony został przez Rzymian jako Antibarium, co miało oznaczać miasto przeciwne do Bari zw względu na położenie. W Barze mieszka ok. 18 tys. osób. Miasto dzieli się na Satry i Nowy Bar, które połączone są piaszczystą plażą. Znajduje się tutaj najstarsze na Świecie drzewko oliwne, które rośnie w gaju oliwnym niedaleko Starego Baru. Patrząc na panoramę miasta widzimy wyróżniającą się złotą kopułę – to nowa (z 2016 r.) Cerkiew św. Jana Włodzimierza. Mierząca 2800 m. kw Świątynia jest jedną z największych cerkwii na Świecie.

Bar w Barze 🙂

Na najlepsze lokalne jedzenie poszliśmy do Bar Tourist, który oferuje przepyszne czebabczicz, owoce morza (plecamy muszle i klamary) oraz sałatki. Kiedy nadeszła godzina odbioru jachtu w dwóch grupach: zakupowej i jachtowej przeszliśmy do swoich zadań. Zakupy robiliśmy w markecie Mercator. Taksówką za 3 Euro zabraliśmy je do mariny, bo nie daliśmy rady prowadzić wózka po nierównych chodnikach miasta. W tym samym czasie odbieraliśmy jacht. Nasz bosman Nikola to świetny żeglarz, który pokazał nam wszystkie tajemnice Andrei.

Promenada w Barze

Cerkiew Jana Włodzimierza w Barze

Cerkiew Jana Włodzimierza w Barze

JACHT Andrea – Sun Odyssei 45

Jacht Andrea, to wdzięczny Sun Odyssei3 45 z 1998 roku należący do floty jachów firmy Yachting Adria.  Jednostka choć wiekowa jak na czarterową  – jest zadbana i po prostu… piękna! W środku po prawej stronie rzuca się w oczy duży stół nawigacyjny. Można wygodnie nawigować, zaznaczać pozycje i korzystać ze wszystkich dostępnych instrumentów. Map papierowych niestety nie dostaliśmy – a szkoda, bo bardzo lubimy pokazywać załogantom jak z nich korzystać poza tym elektronika może nas w każdym momencie zawieźć, dlatego papierowe mapy są bardzo potrzebne.

Marina w Barze

Wejście na nasz Pirs

Kolejnym świetnym rozwiązaniem jest długi ciągnący się na całej burcie stół kuchenny z ogromną lodówką. Wyposażenie kuchenne również było bardzo ubogie i nie mówimy tu o jakiś specjalnych sprzętach – po prostu przydałby się czajnik lub noże i widelce dla wszystkich. Na szczęście po zgłoszeniu tego Nikola zakupił najpotrzebniejsze sprzęty.

Sun Odyssey 45.1 Andrea

Sun Odyssey 45.1 Andrea

Specyfikacja jachtu:

długość: 14,2 m

ilość koi: 8+1

toalety: 2

szerokość: 4,2 m

zanurzenie: 2,2 m

żagle: grot 2018 r., genua 2014 r.

silnik: Yanmar 64KM

Rozmieszczenie kabin przedstawiamy poniżej:

Wyposażenie nawigacyjne to dwa plotery GPS: jeden przy kole sterowym, drugi przy stole nawigacyjnym. Ponieważ nie dostaliśmy papierowych map w pakiecie Nikola zaopatrzył nas w tablet z zainstalowanym programem do nawigacji Navionics. Żagle: ogromna genua oraz grot działały bez zarzutu. Już na pierwszy rzut oka widać, że grot jest nowy, a genua swoje wojaże ma już za sobą: kilka łat i szyć widać było z daleka. Jednak po jej rozwinięciu… ehh… ogromny biały płat, który ewidentnie do życia potrzebuje wiatru…

Dużym minusem było to, że nie dostaliśmy tylu par szelek ilu mieliśmy załogantów – choć poprosiliśmy o to bosmana. Wiemy, że podczas mocnej fali większość załogi woli siedzieć na zewnątrz. A, że planowaliśmy nocne przeloty również przydałyby się szelki dla wszystkich. Nie było również długiej cumy. Bardzo ubogie było również wyposażenie kuchni: brak czajnika, odpowiedniej ilości sztućców…, jednak tak jak pisaliśmy po naszych prośbach większość rzeczy została dokupiona.

PRZEZ ADRIATYK PO RAZ PIERWSZY

Nasz plan jest następujący: przepływamy Adriatyk z Baru do Otranto – pięknej, włoskiej miejscowości. Następnie płyniemy do Sarandy, możliwe, że przez malutką wysepkę po drodze. Jak się okazało plan stał się bardzo elastyczny… Z samego rana, jeszcze przed wschodem Słońca ruszamy z portu w Barze. Włączamy światła i płyniemy! Odprawiamy się przy nabrzeżu po drugiej stronie naszej mariny. Bezproblemowy check out przyspieszył nasze wyjście z portu.

Nasz jacht przy nabrzeżu portowym – odprawa z Czarnogóry do Włoch

O 0700 jesteśmy już na wodzie i…wita nas totalna flauta plus martwa fala, która dla niektórych członków załogi jest uciążliwa. Część osób idzie spać, a długą podróż liczącą ok. 120 Mm umilamy sobie rozmowami i integracją. Mamy świetną ekipę więc nastroje są rewelacyjne! Droga przez Adriatyk zaskoczyła nas, bo oprócz naszego jachtu nie było praktycznie nikogo! Dopiero po przepłynięciu 90 Mm zaczynamy bardzo uważnie wypatrywać statków. Ponieważ jest ciemno, a my nie mamy systemu AIS skupiamy sie mocno z przygotowaną lornetką na rozpoznawaniu świateł, zbieraniu namiarów i bezpiecznej, nocnej żegludze. Brak przyrządów pomiarowych zastępujemy manualnym sposobem: stajemy w wyznaczonym miejscu patrząc gdzie mamy naszą świecącą kropkę, jeżeli pojawia się np. na wysokości want, to obserwujemy czy się przesuwa. Jeżeli tak, to jesteśmy bezpieczni i cały czas patrząc dalej płyniemy obranym kursem. Jeżeli namiar się nie zmienia musimy uważnie obserwować punkt i być przygotowanym na zmianę kursu.

Gosia buchtuje, buchtuje, buchtuje…

 

 

 

A Mieszko sprawdza 🙂

Zbliżając się do włoskiego brzegu obserwujemy coraz więcej świateł, aż w końcu pojawia się charakterystyczna boja i główki portu. Przygotowujemy cumy, odbijacze i bosak. Szukamy miejsca i wywołujemy przez radio: najpierw bosmana, potem policję… nikt nam nie odpowiada. Postanawiamy zacumować przy łodziach rybackich i po prostu pójść do Customs. Na szczęście pozwalają nam zostać przy betonowym nabrzeżu dla promów do rana…

MARINA OTRANTO

Wpłynięcie do portu nocą było prostsze dzięki ploterowi z Navionixem, na którym zobaczyliśmy charakterystyczną boję i wypatrywaliśmy jej w ciemności. Naszą lokalizację ułatwiały również latarnie morskie i oczywiście na końcu zielona i czerwona główka portu. Przywitał nas bardzo zimny wiatr wiejący od lądu – mogliśmy poczuć na własnej skórze chłodną i suchą bryzę nocną…

Marina w Otranto to przyjemne miejsce niedaleko starego miasta. Koszt postoju to 60 Euro. Nie ma tutaj toalet ani pryszniców. Stacja benzynowa jest, ale przy płytkim brzegu dla nas nie było szas na bezpośrednie tankowanie. Jest za to prąd i woda. Port jest osłonięty i bezpieczny. Jeżeli braknie miejsc przy kejach można stanąć na bojkowisku. Nam na szczęście uda się zacumować na muringach.

UROCZE MIASTECZKO

Po 22 godzinach żeglugi przez Adriatyk zasłużyliśmy na dwa dni na lądzie. Zwiedzamy stare miasto obowiązkowo jemy pizzę, spagetti, włoskie przysmaki, pijemy pyszne wino! Chętni idą na plażę, zakupy, a my nurkujemy na włoskich skałach w czyściutkiej wodzie… Jest pięknie… Nasze kubki smakowe zostały zaspokojone włoskimi napojami i daniami: Najlepsza kawa: Al Bastioni Di Castelliano, pyszne przekąski: Borghi D’Otranto Winne Bar Birre&Food, dobra pizza: Bar Castello.

Urocze uliczki Otranto

Bar nad promenadą w Otranto

Otranto to przede wszystkim stare miasto schowane w murach. Piękna, zadbana starówka z klimatycznymi uliczkami, na których nie brak stoisk z pamiątkami, odzieżą i lokalnymi przysmakami to niewątpliwie wizytówka miasta. Jeżeli nie lubicie tłocznych uliczek radzimy wybrać się na przepiękne strome klify lub jedną z wielu plaż.  Faonom zwiedzania polecamy kilka atrakcji turystycznych położonych na terenie miasta:

Katedra Santa Maria Annunziata, w której znajdują się relikwie 800 męczenników z Otranto. W 1480 roku Turcy napadli na tutejszą ludność i chcieli zmusić mieszkańców do przejścia na Islam. Tubylcy nie zgodzili się i wrogowie zamordowali 800 osób w seriach po 50 ofiar licząc, że pozostali widząć śmiarć bliskich ulegną. Tak się jednak nie stało. W 2013 roku Papież Franciszek ogłosił Męczenników z Otranto świętymi.

Palazzo Lopez jest to pałac hiszpańskiej rodziny Lopez, w którym obecnie znajduje się muzeum diecezjalne

Zamek Aragoński został zbudowany przez Fryderyka II, jest to jeden z najważniejszych o ile nie ten najważniejszy zabytek miasta. Posiada mury obronne oraz fosy, przez które obecnie można przejść. Jak większość zamków miał on kiedyś znaczenie obronne.

Pomnik męczenników z Otranto

Kiedy wieczorem sprawdzamy prognozę pogody i widzimy co będzie się działo w przyszłym tygodniu na włoskim wybrzeżu (akurat wtedy kiedy mamy w planach wracać z drugą załogą do Czarnogóry) nie mamy dobrych wieści. No nic, nie jest to zależne od nas. Pogoda to jedna z tych niewielu rzeczy, za które nie można zapłacić i zagwarantować świetnej aury. Dzielimy się wiadomością z załogą – nie są zadowoleni, że będą musieli wrócić do Czarnogóry, przez 22 godziny płynąć z powrotem przez Adriatyk, a następnie kilka godzin jechać przez Albanię. Jednak wobec pogody wszyscy jesteśmy zgodni – nic innego zrobić się nie da i nie mamy na to wpływu.

 

30 LAT NA MORZU

1900 wypływamy z Otranto, aby tym samym szlakiem powrócić do Baru. Dzielimy się na wachty: my na dwie 8 godzinne: Mieszko 1900-0300, Sylwia 0300-1100. Nasi załoganci zmieniają się co 4 godziny. Po zmianie wachty Mieszko idzie spać. Podczas jego nieobecności na pokładzie szykujemy tort, balony i wcześniej zakupionego szampana. Wszyscy zostali wcześniej poinformowani o „tajnym spisku”. Tort składa się z gotowych biszkoptów, dżemu, maskarpone i owoców – wygląda nieźle na szczęście smakował dużo lepiej 🙂 Ok. 1000 idziemy budzić Kapitana. Chyba wystraszył się, że coś się dzieje, bo wyskoczył z koi prosto na pokład, na którym przywitaliśmy go głośnym STO LAT! 30-stka na środku Adriatyku! Dookoła woda, a my imprezujemy! To się nazywają żeglarskie urodziny! Były prezenty wiezione specjalnie z Polski na tę uroczystość oraz były złowione dwie ryby, które zjedliśmy na obiad!

Ryba na 30 urodziny!

W takim dobrym nastroju minął nam czas i ok. 1800 dopłynęliśmy do Baru. Tutaj czekał nas check in, który poszedł szybko i sprawnie. Wieczorem „poszliśmy na miasto”, czyli urodzinowej imprezy ciąg dalszy…

Prezent urodzinowy kurtka!

GANG ALBANII

Rano, o 0800 byliśmy już przyszykowani do wyjazdu. Ale od początku….Jeszcze we Włoszech konsultując się z naszym bosmanem – Nicolą wiedząc, że będziemy musieli zawieźć załogę do Albanii, a następnie na Korfu  i jednocześnie przywieźć drugą załogę, załatwiliśmy samochód mieszczący 9 osób. Nie było łatwo, ale przez kontakty Nicoli udało się. Niezastąpioną aplikacją do rozmów w Czarnogórze i Albanii okazał się Viber. Auto czekało pod samym pirsem i po załadowaniu się w nie po prostu ruszyliśmy w drogę. Kręte drogi Czarnogóry dłużyły się aż do granicy…. Przyzwyczajeni do podróżowania po Unii Europejskiej odzwyczailiśmy się od takich widoków. Długa kolejka, celnicy przeszukujący samochody, psy… Kiedy doczekaliśmy naszej tury okazało się, że…. nie możemy przekroczyć granicy! A to tylko przez to, że na dokumentach samochodu w rubryczce „gdzie możemy pojechać” było wpisane Europa! Pani celnik poważnym tonem oznajmiła nam, że Albania… „nie jest w Europie”. Widząc jej minę nie dyskutowaliśmy z nią, tylko szybko zadzwoniliśmy do właścicela wypożyczalni aut. Po konkretnej rozmowie, właściciel załatwił, że w końcu możemy tę granicę przekroczyć.Odpoczynek na jedzenie  zrobiliśmy w Durres, które jest jednym z albańskich kurortów. Pyszne jedzonko zjedliśmy w Marina Bistro Bar , barze, który znajdował się przy samej plaży.

Menu w albańskiej restauracji

Albańskie trasy nie są jednolitymi drogami. Czasami jedziesz szybciej – dobrą dwupasmówką, czasami męczysz się jadąc po długich odcinkach przebudowy dróg. Dojazd do samej Sarandy prowadzi przez góry. Serpentyny i wąskie drogi nocą wydawały się bardzo niebezpieczne i dłużyły się bez końca. Już późnym wieczorem zameldowaliśmy się w Hotelu Britania. Hotel w odróżnieniu od sypialni „U Majkela” był wygodny, czysty i przestronny. Mieliśmy dwa pokoje 4osobowe. Jednak jeden z pokoi dzielił się na dwa osobne dwuosobowe pomieszczenia. W cenę wliczone było śniadanie – omlet z dżemem, pieczywo oraz sok.

OSTATNI PRZYSTANEK – KORFU

Na przystań promową przyjechaliśmy z samego rana samochodem. Auto zostawiliśmy na parkingu promowym. Bilety zakupiliśmy na miejscu i po odprawie paszportowej wsiedliśmy na prom, którym dostaliśmy się na Korfu…

Na przystani promowej…

Nasz prom na Korfu

CZARTER JACHTU:

pośrednik Globe Sailor

armtor Yachting Adria

CZARNOGÓRA:

Podgorica Maria Hostel (FB)

Podgorica Maria Hostel (TA)

Bar, restauracja Bar Tourist

Bar, restauracja Knjazeva Basta

Bar, restauracja Knjazeva Basta (FB)

Bar, Marina Bar

Bar, supermarket

WŁOCHY

Otranto, Marina Otranto

Otranto, pyszna kawa Al Bastioni Di Castelliano

Otranto, pyszne przekąski Borghi D’Otranto Winne Bar Birre&Food

Otranto, Pizzeria Castello II (TA)

ALBANIA:

Durres, restauracja przy plaży Marina Bistro Bar (FB)

Saranda, Hotel Britania (TA)

Saranda, prom na Korfu Finikas

Saranda, prom na Korfu Ionian Seaways

Saranda, prom na Korfu Sarris

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *