BAŁKAN EXPRESS 2 CZARNOGÓRA

Drugi tydzień czas zacząć! Nasza załoga już w komplecie spotkała się w porcie promowym na Korfu. Mamy załogantów z Gdańska (a właściwie rodem ze Szwecji i z Wielkiej Brytanii), Warszawy i Łodzi. Jedno jest pewne – nasza załoga jest piękna, zdolna i uśmiechnięta! No to zaczynamy!

Trasa rejsu po wybrzeżu Czarnogóry i Zatoce Kotorskiej

NAJ… JACHT NA ŚWIECIE

Podróż promem mija nam szybko – poznajemy się, opowiadamy o przygodach
z poprzedniego rejsu i planach na następny. Po dopłynięciu do Sarandy naszym oczom ukazuje się WIELKA, stalowa, jachtowo-wojskowa jednostka. Nigdy dotąd czegoś takiego z bliska nie widzieliśmy.

Największy jacht żaglowy na Świecie A

Dowiedzieliśmy się o nim jednak kilku ciekawostek:  jest to największy na Świecie żaglowiec
o wdzięcznej nazwie „A” :):).  Zwodowany został w październiku 2017 roku w stoczni w Kilonii. Jednostka mierzy 143 metry ( to ok. 13 miejskich autobusów) ok. 100 metrów długości (wyższa niż Big Ben)  i jest wart 400 milionów Euro.  Jacht ma osiem pięter plus niesamowity podwodny pokład zbudowany z jednego kawałka szkła liczącego 5 m2. Na pokładzie jachtu znajduje się lądowisko dla helikopterów oraz basen. Jacht wzbudził w załodze sporo kontrowersji: dla jednych był wielkim, pływającym brzydalem, a dla innych cudem techniki. Po dopłynięciu jemy kolację w centrum Sarandy i idziemy spać do hotelu. Przed nami przejazd przez całą Albanię!

Droga z Sarandy do Baru

Droga z Sarandy do Baru

Nasz samochód

TIRANA – STOLICA

W drodze powrotnej postanawiamy przejechać przez stolicę Albanii – Tiranę. Mamy mało czasu, więc parkujemy samochód robimy godzinny spacer i jemy obiad. Zdążyliśmy zobaczyć plac, na którym znajduje się pomnik Skandberga. Jerzy Kastriota, czyli wcześniej wspomniany Skandberg jest albańskim bohaterem narodowym. W latach 1443-1468 walczył z Imprerium Osmańskimo obronę kraju i religii (chrześcijaństwa). To on utworzył państwo albańskie, którego znakiem uczynił dwugłowego czarnego orła (znak siły, władzy i szlachetności).  Naszą uwagę przyciągnęła wielka mozaika na budynku Narodowym Muzeum Historycznym. Obraz mierzy 400 m2 i przedstawia Albańczyków z różnych okresów historycznych.   Jest to obiekt działający od 28 października 1981 r. Niestety nie starcza nam czasu na szczegółowe zwiedzenie Stolicy – musimy jechać dalej. Wieczorem docieramy do Baru – zakupy zrobiliśmy po drodze więc już na jachcie robimy pyszną kolację.

 

Narodowe Muzeum Historyczne w Tiranie

Mozaika na Narodowym Muzeum Historycznym

Pomnik Skandberga

Deptak w centrum miasta

PODBIJAMY CZARNOGÓRĘ

Jak już wspomnieliśmy z Czarnogórą zapoznaliśmy się już rok temu. O Kotorze, Peraście, Herceg Novi przeczytacie tutaj. W tym roku „zdobyliśmy” resztę podstawowych portów: Tivat, Budvę oczywiście Bar i ponownie odwiedziliśmy Kotor. Ale od początku… Wypływamy wcześnie rano. Pogoda jest zmienna. Na początku wita nas Słońce i dosyć słaby wiatr. Jednak powoli niebo zaczyna się zachmurzać. Zgodnie z resztą z prognozą pogody. Podróż mamy zaplanowaną tak, aby dopłynąć do Kotoru z lekkim zapasem dobrej pogody. Żglujemy na północ wzdłuż czarnogórskiego brzegu. Mijamy większe porty: Petrovac i Budvę (do której zresztą później zapłyniemy). Po kilku godzinach pływania wala zaczyna się powiększać, wiatr natomiast nie. Zwijamy żagle i na silniku pokonujemy dalszą część drogi. Kiedy jesteśmy przy wejściu do Zatoki Kotorskiej na wysokości Fortu Mamula zaczyna kropić deszcz. Ubieramy się w sztormiaki wiedząc, że z każdą minutę będzie padać coraz mocniej.

Widoczność jest bardzo słaba, nie widać pięknych krajobrazów Zatoki, dobrze, że jescze będziemy wracać, bo chcemy pokazać widoki naszej załodze! Płyniemy bardzo ostrożnie wypatrując świateł statków sami obowiązkowo mamy włączone oświetlenie. Mgła jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem dla żeglarzy – jednostki wyłaniają się niczym statki widmo. Na szczęście już blisko portu w Kotorze niebo zaczyna odsłaniać swój niebieski kolor i wszyscy jesteśmy pod wrażeniem wielkich, monumentalnych gór  tworzących niezapomniany klimat.

PORT W KOTORZE

Cumujemy w Marinie Kotor. W tym roku bosman (ten sam co rok temu) wskazuje nam miejsce przy nabrzeżu, a nie przy kei. Stajemy między dużym jachtem żaglowym,
a mniejszym statkiem. Rufą do nabrzeża wspierając się muringiem. Jest bardzo silny wiatr, ale Mieszko robi to bezbłędnie i profesjonalnie (parkuje jak zabawką). Toalet tutaj nie ma, prysznic jest, ale w bramie po drugiej stronie ulicy. Kosze na śmieci na szczęście są. Koszt postoju to  ok. 40 Euro. Ze względu na pogodę zostajemy tutaj dwa dni 🙂

Marina w Kotorze

Marina w Kotorze

Kotor opisaliśmy dokładnie w poprzednim poście tutaj, więc nie będziemy dublować treści. Wiedzieliśmy już co miasto ma do zaoferowania i mogliśmy podpowiedzieć załodze, gdzie iść: wycieczka na mury obronne Miasta, spacer po Starym Mieście, spróbowanie lokalnych potraw cevabcic…. Spacerując wzdłuż wybrzeża udało nam się zobaczyć piękny trójmasztowiec Star Flyer. Nie jest on tak duży jak A, natomiast jest na pewno piękniejszy – drewniany 100 metrowy jacht z trzema sięgającymi 70 metrów masztami. Jest to jednostka należąca do floty Star Clippers , któej włąścicielem jest Mikael Krafft. Żaglowiec ten z zewnątrz przypomina historyczne jednostki, natomiast w środku do dyspozycji gości jest bar, basen i piękne, wygodne kabiny.

Star Flyer

Wieczorem udaliśmy się całą załogą na piwko, winko i inne napoje na Stare Miasto. Rockowy, swojski klimat, dobre drinki i miłą obsługę znajdziecie w The Square Pub. Mały pub również bardzo klimatyczny dobry na początek i na sam koniec wieczornych szaleństw z pyszną kawą i piwem to pub Letrika. Jeżeli lubicie jazz i spokojniejszy klimat z dobrymi trunkami na pewno sprawdzi się pub Evergreen.

Wieża zegarowa na STarym Mieście w Kotorze

Mury obronne nad Kotorem

Mury obronne nad Kotorem

Zakupy zrobiliśmy w markecie niedaleko mariny, a świeże warzywa i owoce zakupiliśmy na targu dosłonie po drugiej stronie ulicy. Jest to miejsce, w którym można zakupić świetne lokalne produkty: oliwę, sery, rakiję, miody. Jeżeli chcecie przywieźć komuś oryginalny prezent polecamy!

TIVAT  – AWARIA I LUKSUS

Po południu szykujemy się do wypłynięcia do Tivatu, to zaledwie 10 Mm od Kotoru, ale czeka nas przyjemne żeglowanie. Sprawdzamy olej w skrzyni biegów silnika, bo okazuje się, że mamy lekki wyciek i po konsultacjach z Nikolą mamy go „po prostu codziennie sprawdzać”. Sprawdzamy, dolewamy go i jesteśmy gotowi do drogi. Pogoda jest bardzo dobra: wiatr w granicach 4-5 B i Słońce. Postanawiamy opłynąć wyspy Sveti Dorde
z klasztorami na wysokości miejscowości Perast, co również znamy z poprzedniej wyprawy. Po kilku godzinach ćwiczenia zwrotów i dobrej zabawy wpływamy do Tivatu. W locji czytamy, że trzeba zgłosić się przez radio, więc zgłaszamy wejście i pytamy, gdzie możemy zacumować. Podajemy wymiary jednostki, nazwę i numer, wiemy już gdzie mamy stanąć, jesteśmy już w basenie mariny i….. nagle skrzynia biegów wysiadła… Jesteśmy bez silnika. Szybko przez radio zgłaszamy, że potrzebujemy wsparcia z wody ze względu na zepsuty silnik  i w ciągu 30 sekund na wodzie pojawiają się riby, które asekurują nas przy dojściu do nabrzeża, a na brzegu pojawia się mężczyzna, który odbiera nasze cumy. Pełna profeska, bez żadnych strat jesteśmy przycumowani longside do betonowego brzegu, a po drugiej stronie mamy luksusowy, wielki superjacht.

Perast

Ostrovo

MARINA  PORTO MONTENEGRO

Wpływając do mariny Porto Montenegro należy zgłosić to do kapitanatu na kanale 71. Nasze zgłoszenie było bardzo proste: wywołaliśmy  „Porto Montenegro”,a następnie zapytaliśmy
o możliwość postoju w porcie. Zostaliśmy zapytani o nazwę, numer, długość i zanurzenie jednostki oraz o ostatni port (ma to duże znaczenie ponieważ gdyby naszym ostatnim portem była marina spoza granic Czarnogóry musielibyśmy stanąć przy kei Customs). W odpowiedzi dostaliśmy wskazówki, gdzie dokładnie  mamy stanąć. Wszystko odbyło się bardzo „książkowo”. Wklejamy tutaj ściągawkę jakie informacje należy przygotować ze strony mariny:

Porto Montenegro’s marina dock staff are available 24 hours and MUST be contacted before arrival and prior to departure. Upon arrival, please provide the following information:

  • Vessel name
  • Vessel length
  • Berth code (if known)
  • Last port of call (if arriving from a foreign port, see customs and immigration section)

plan mariny

Dalsze nasze losy znacie 🙂 Warto mieć na pokładzie jedną osobę z papierami radiooperatora. Marina w Tivacie, to właściwie duży, piękny i robiący wrażenie Porto Montenegro. Stoją tu luksusowe jednostki z całego Świata: od pięknych żaglowców po wielkie superjachty. Nie dziwi nas, że w marinie jest prąd, woda, czyste i przestronne toalety i prysznice, kosze na śmieci, z segregacją i przede wszystkim miła i profesjonalna obsługa, czego dowodem jest natychmiastowa pomoc przy zacumowaniu. Sam port połączony jest z luksusowym osiedlem, na którym znajdują się hotele z basenami bary, puby, cukiernie, sklepy (zarówno spożywcze jak i odzieżowe takie z wyższej półki). Jednak wystarczy wyjść kilka metrów dalej i już jesteśmy w „normalnym” mieście.

Marina Porto Montenegro

Marina Porto Montenegro

Jesteśmy bardzo źli na zaistniałą sytuację z naszym silnikiem. Dzwonimy Nikoli, który wysyła do nas mechanika. Ten w ciągu pół godziny naprawia usterkę. Na pocieszenie udajemy się do poleconego baru Sidro. Tutaj zapominamy o wszystkich troskach! Pyszne lokalne piwo oraz przysmak tego miejsca: grillowane mięso. Byliśmy już co prawda po pysznym obiedzie ugotowanym przez dzisiejszą wachtę, ale spróbowaliśmy talerza mięs z grilla – coś pysznego! Jeżeli będziecie w Tivacie nie możecie ominąć tego miejsca! Na jacht wracamy zadowoleni, najedzeni, a niektórzy jeszcze zatrzymują się na pyszne lody w Moritz.

BU2

Następnego dnia rano wyruszamy do Budwy. Mamy piękną, żeglarską pogodę. Od razu po wypłynięciu z mariny stawiamy żagle! Przed nami 26 mil morskiej podróży. Zjawiskiem, które przykuło uwagę niektórych  był dziwny smog nad Dubrovnikiem, czy rzeczywiście jest tam tak zanieczyszczone powietrze? W planach mamy postój w zatoce Bigova Bay, ale postanawiamy, że chcemy płynąć dalej. Nasza inwencja podpowiada nam, że zrzucenie pontonu z pokładu i puszczenie go na cumie za jachtem będzie świetną rozrywką. Od słów do czynów jest niedaleko więc Julka szybko ląduje w pontonie 🙂

MARINA DUKLEY

Do mariny wpływamy późnym popołudniem. Z daleka wypatrujemy miejsca do wygodnego postoju. Znajdujemy wolny muring i cumujemy rufą do pirsu. Marina Dukley to port w Budvie, który znajduje się w centrum niedaleko starego miasta.  Keje są zamykane, a po specjalne karty do ich otwierania trzeba udać się do biura mariny (tu też znajdują się toalety i prysznice). Minusem jest to, że trzeba przejść kilkaset metrów. Cena za nasz jacht to ok. 70 Euro, a szczegółowy cennik znajdziecie tutaj.

Budva

Marysia z Sylwią idą biegać, odkrywają trasę wzdłuż wybrzeża, która obejmuje piękne plaże, pomnik baletnicy i płytowo ułożone skały – nieziemskie widoki! Wycieczkę całą załogą zaplanujemy na jutro. Biegnąc zwracają uwagę na napis na jednym ze sklepów: BU2 – świetny chwyt marketingowy! Po powrocie wszyscy udajemy się na Stare Miasto!

Pomnik Baletnicy

Wejście na plażę w Budvie

Budva jest jednym z miejsc w Czarnogórze, do którego TRZEBA przyjechać. Jest to jednocześnie wakacyjny punkt turystów i miejscowych oraz piękne, historyczne miasto. Początki Budvy sięgają (według legendy) V w p.n.e., a za założyciela miasta uważa się Kadmosa – wygnanego z Teb bohatera. Później została przejęta przez Greków i Rzymian. W końcu przejęta została przez Republikę Wenecji i uzbrojona w mury obronne oraz cytadelę. Po II Wojnie Światowej Budva została w granicach Jugosławii, a dziś Czarnogóry. Wieczorem udajemy się na wycieczkę po Starym Mieście otoczonym murami obronnymi, wstępujemy również do katedry Jana Chrzciciela z XVII/IXI w. Podziwiamy neogotycką dzwonnicę i wnętrze świątyni.

Mały głód zaprowadza nas do miejsca, gdzie można wziąć na wynos kawałek pizzy! Jest pyszna i podana od razu! Nic lepszego nie może nas spotkać. Wcinamy pizzę, która jest lepsza niż ta w Otranto (we Włoszech)! Najedzenie, wyspacerowani postanowiliśmy usiąść. Wyszliśmy ze Starego Miasta i miejskim deptakiem szliśmy wgłąb Budvy. Kilkaset metrów, zaraz po prawej stronie swoim amerykańskim, rocndrollowym klimatem przyciągnął nas bar Beer&Bike Club Nie wiem czy mnie nie poniesie, ale ten klimat to jest to co lubimy! Niczym z fimu Od zmierzchu do świtu Rodrigueza i Tarantino – mężczyźni w kowbojskich kapeluszach, kufle piwa, a w tle amerykańskie hity grane przez starszych, dświadczonych życiem mężczyzn z gitarami… Co lepsze – znaleźliśmy menu w języku polskim!! Wypiliśmy piwko (no dobra kilka) i udaliśmy się na jacht. Jutro wracamy do Baru i nasza przygoda się kończy…

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO…

Z Budvy do Baru mamy 16 Mm. Droga mija nam bardzo przyjemnie. Stały wiatr i żegluga wzdłuż wybrzeża, także możemy podziwiać skały i miejscowości Czarnogóry. Andrea bez żadnych „niespodzianek” dzielnie żegluje po morzu. Tutaj chcieliśmy dodać, że jest to jacht bardzo dobry do żeglowania. Jak na swój wiek (jacht z 1998 roku) świetnie zachowany, solidnie wykończony zarówno w środku jak i na zewnątrz. Jego masa (ok. 11 ton) pozwala na bezpieczą żeglugę, jego żagle (wielka genua i grot) pozwalają na szybkie pływanie i „szukanie wiatru”. Pisząc ten tekst jesteśmy już po rejsie na Seszelach, gdzie pływaliśmy na pięknym jachcie Durfour 52GL, zgodnie stwierdziliśmy (choć mamy różne doświadczenie żeglarskie i czasami zwracamy uwagę na inne aspekty jachtu), że Sun Odyssei 45, a Durfour 52 GL pod względem nautycznym jest o wiele lepszy. Oczywiście przeznaczenie tych jachtów jest różne: na Andreii sternicy pływali w regatach na Adriatyku np. Korfu – Otranto, a Durfour to typowo egzotyczny-turystyczny jacht. Może kiedyś zrobimy o tym osobny post.

Tymczasem wracając do naszej podóróży. Ostatni dzień to zawsze emocje. Załoga zgrała się na tyle, że mogłaby spędzić ze sobą jeszcze kilka dni. Poszliśmy do znanej nam już z poprzedniego tygodnia knajpy Tourist jak Kapitan nakazał każdy z nas zjadł czebabcic (a przynajmniej ich spróbował). Dodatkowo zjedliśmy owoce morza, sałatki, napiliśmy się raki. Imprezę przenieśliśmy na jacht, gdzie nasza Halinka upiekła nam przepyszne ciasto! Crumble z brzoskwinią i prażonym słonecznikiem! To jest coś! Nic dziwnego, że takie dobre skoro Halinka co piecze, to prowadzona przez Alicję mobilna cukiernia, gdzie możecie zamówić wybrane ciasto!

Kolejnego dnia z samego rana wróciliśmy już do domu. Taksówką z portu na stację kolejową. Następnie pociągiem do Podgoricy i samolotem do Warszawy.

 

Bar

Bar, Marina AD Bar

Bar, retauracja Tourist

Kotor

Kotor, Marina Kotor

Kotor, The Square Pub

Kotor, Pub Letrika 

Kotor, Club Evergreen

Kotor, żaglowiec Star Flyer

Tivat

Tivat, Marina Porto Montenegro

Tivat, Grill Bar Sidro (FB)

Tivat, Grill Bar Sidro (TA)

Tuvat, Lodziarnia Moritz

Budva

Budva, Marina Dukley

Budva, Beer &Bike Club

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *