SESZELE RAJ NA ZIEMI

Seszele – egzotyka i wolność.

Kiedy wpiszecie w Google Maps „Seszele” pojawi się tylko czerwony znacznik miejsca gdzieś na Oceanie Indyjskim. Dopiero kilkukrotnie przybliżając pokażą się małe wysepki: Mahe, Shilouette, Praslin, La Digue i jeszcze mniejsze… odizolowane od reszty Świata, prawie na równiku zachęcają, aby wybrać się i poznać każdą z nich…

Ta egzotyka plus stałe wiatry i pogoda, które w Europie ciężko jest przewidzieć (czego dowodem jest nasz ostatni rejs Czarnogóra – Korfu) przekonały nas, aby spróbować zorganizować egzotyczny rejs, a że od słów do czynów krótka droga, zebraliśmy załogi i popłynęliśmy na Ocean Indyjski!

Przygotowania

Choć był to pierwszy rejs organizowany tak daleko to ze względu na natłok obowiązków i prowadzone przez nas firmy do wyprawy przygotowaliśmy się  jak do każdego innego rejsu: policzyliśmy wszystkie pieniądze: na porty, paliwo, jedzenie, które zamieniliśmy na Euro (na miejscu połowę wymieniliśmy na Rupie Seszelskie jednak bez problemudało się płacić w Euro czy Dolarach), zrobiliśmy wstępny plan podróży oraz  wydrukowaliśmy potrzebne dokumenty. I był to bardzo dobry ruch, bo na miejscu okazało się, że rejs nie różni się zbytnio wszystkich, które organizujemy, a firma Dream Yacht Charter jest naprawdę profesjonalnym czarterem. Co według nas jest ważne organizując rejs na Seszelach?

  1. Ważny paszport! Zwróćcie uwagę, czy data ważności nie kończy się w dniu, albo w trakcie wyjazdu.
  2. Paszport chowamy w jednym miejscu, a dowód osobisty w innym – ze względów bezpieczeństwa.
  3. Dokument potwierdzający pobyt na Wyspach. W naszym wypadku każdy załogant dostał umowę czarteru, którą pokazał na lotnisku.
  4. Pieniądze- zamieniliśmy złotówki na Euro, a na samym lotnisku w kantorze Euro na Rupie ponieważ nie wszędzie wymienicie Rupie na złote warto mieć część Euro, a część Rupii.
  5. Tam jest naprawdę bardzo, bardzo gorąco, a promienie Słoneczne z racjo położenia blisko równika „grzeją” intensywniej. Kremy do opalania, czapki z daszkiem to żeglarskie (i nie tylko) must have.

Loty

Jak już pisaliśmy organizacją biletów zajęci się nasi znajomi, więc nadal nie mamy w tym doświadczenia 🙂 Lecieliśmy liniami Qatar Airlines z Warszawy do Doha i z Doha na Mahe (Seszele). Na przesiadkę mieliśmy trochę ponad godzinę, ale lotnisko w Doha jest bardzo dobrze oznakowane i nie sposób się tam zagubić. Reszta naszej załogi leciałą liniami Emirates z przesiadką w Dubaju. Prześwietlenie podręcznych bagaży w Doha również poszło bardzo szybko, zostaliśmy skierowani do odpowiednich kolejek i w ciągu 5-7 minut było po wszystkim. Bagaż rejsestrowany nadawaliśmy tylko raz – w Warszawie – prosto na Seszele. Każdy z lotów trwał ok. 5 godzin.

W samolocie do Doha zjedliśmy obiad, mieliśmy też podawane przekąski i napoje. Mogliśmy oglądać przeróżne filmy i śledzić nasz lot na mapie, a nawet mieć podgląd taki, jaki widzi pilot. Tak samo było w locie na Seszele, ale zamiast obiadu było okropne śniadanie 🙂 W ogóle jedzenie, choć podawane przez przemiłą obsługę raczej nam nie smakowało 🙁

Na Mahe wylądowaliśmy o 0830 czasu seszelskiego. Przy bramkach czekała na nas załoga Wujków i Cioć, czyli wspaniałych ludzi, którzy tworzyli Dream Team 🙂 Wspólnie wynajęliśmy taksówkę i z lotniska pojechalismy do mariny. Koszty taksówek są spore dlatego po wyspie najlepiej poruszać się autobusami.

Odbiór jachtu

Naszym armatorem był Dream Yacht Charter, który bazę na Mahe ma w Marinie Eden Island. Warto tutaj wspomnieć, że Seszele prowadzą zrównoważoną turystykę i nie są nastawione na ataki turystów (w tym żeglarzy). To ile jest firm czarterowych regulują odpowiednie przepisy dlatego ilość czarterowni jest tu ograniczona. Znaleźliśmy  biuro mariny, w którym dowiedzieliśmy się, że musimy poczekać godzinę na odbiór jachtu, a ciekawostką było to, że przejdziemy szkolenie z nawigacji po Seszelach. Bardzo nas to ucieszyło! Choć mieliśmy własny plan rejsu, to zestawienie go z doświadczeniem załogi czarteru było idealny pomysłem.

Dufour 52 GL – jacht pełen udogodnień, jacht nowy, (dla nas) luksusowy i duży. W linku jest dokładny opis jachtu ze strony producenta, my piszemy poniżej tylko kilka cech:

Długość: 15 m

Szerokość: 4,9 m

Ilość koi: 5 w tym jedna z piętrowymi kojami „szafa”

Ilość toalet: 3 w tym jedna duża

Nowoczesny ploter przy kole sterowym z wieloma funkcjami bardzo ułatwiał żeglugę po Seszelach. Trzeba uważać, bo są tu pojedyncze kamienie, rafy i wypłycenia mając odpowiedni sprzęt do nawigacji oszczędza się dużo stresu i kłopotow. Na wyposażeniu jachtu był również wiatromierz, prędkościomierz, głębokościomierz, czyli to co na jednostkach czarterowych zazwyczaj się znajduje. Wszystkie szoty na tej jednostce zostały sprowadzone do kokpitu obok kół sterowych, co w przypadku samotnej żeglugi daje duży komfort. Kotwica na dziobie miała normalny pilot jednak łańcuch kotwicy był „zasłonięty” dojście do niego było dobrze zabezpieczone i aby je zobaczyć trzeba było wejść do forpiku.  Dodatkowo jacht posiada klimatyzację (której nie mogliśmy włączyć przez pierwsze dni rejsu),  piwniczkę na wino (którą odnaleźliśmy po 2 dniach rejsu), mikrofalówkę, sporo skrytek i duży, wygodny kokpit z rozkładaną kanapą. Dużym udogodnieniem były siłowniki przy bakistach i szafkach.Mały stół nawigacyjny, brak papierowych map i jak na dziesięć osób załogi bardzo mała lodówka. To kilka z minusów jachtu.

Zaczynamy egzotyczną przygodę!

Dzień 1 Mahe (Marina Eden Island) – La Digue 30 Mm

Z Mahe wypływamy w poniedziałek przed 11. Planując żeglugę po Seszelach pamiętajcie, że tutaj dzień trwa 12 godzin, czyli od ok. 6:00 do ok. 18:00, dlatego warto wypływać jak najwczesniej. Przy wypływaniu z Mariny Eden Island należy szczególną uwagę zwrócić na rafy koralowe. Wykorzystujcie wszystkie dostępne narzędzia: plotery, mapy i obserwację przez członków załogi. Kiedy miniecie niebezpieczne skały przez ok. 30 mil będziecie żeglować jednym halsem na wyspę La Digue. Kierujemy się na Wyspę La Digue. Uruchamiamy silnik i w drogę! Już wypływając z portu widzimy piękne, egzotyczne widoki: lazurowa woda, palmy… ale również wypłycenia i pojedyncze głazy, na które należy bardzo uważać. Przed nami St Anne – wyspa – rezerwat, którą jak się później okaże odwiedzimy w czwartek w drodze powrotnej. Stały, równy południowo-wschodni wiatr umila nam żeglowanie. Nasz jacht pięknie tnie fale – jego długość i masa odpowiednio komponują się z falami. Cały czas płyniemy na żaglach. Jest to nasz najdłuższy przelot, który ma 30Mm.

La Digue – cumowanie

źródło: http://fishing-app.gpsnauticalcharts.com

Port w La Digue znajduje się w północno – zachodniej części wyspy w miejscowości La Passe. Jest on niewielki i mieści się w nim dosłownie kilka jachtów, ciężko go nawet nazwać portem czy mariną. Przy wejściu do niego trzeba uważać na rafy i skały. Tor podejściowy jest oznaczony. Z nabrzeża promowego wypatrzył nas lokalny marinero i wskazał miejsce do postoju. Musieliśmy zaczekać, aż spory kuter rybacki, który osmolił nas spalinami starego diesla wypłynie. Podeszliśmy rufą do brzegu rzucając kotwicę, a Harry, który pojawił się nie wiadomo skąd odebrał od nas najdłuższą cumę i na swoim pontonie popłynął z nią do brzegu, aby przywiązać ją do skały na brzegu. Gdybyśmy cumowali sami jeden z członków załogi musiałby na pontonie popłynąć z cumą do brzegu. Odległość z jachtu do brzegu była znacząca, dlatego pokonywaliśmy ją dinghy.

Rowerem na najpiękniejszą plażę Świata

Po zacumowaniu udaliśmy się na spacer po miejscowości La Passe. Było już ciemno, a na drogach nie ma ani jednej lampy. Byliśmy jednak bezpieczni, bo na wyspie nie ma praktycznie żadnych samochodów. Mieszkańcy i turyści poruszają się tutaj rowerami. Usiedliśmy w jednym z barów, który znajdował się na samej plaży i zamówiliśmy napoje. Klimat panujący w tym egzotycznym miejscu jest niezwykły! Jednak dopiero rano mogliśmy podziwiać wszystko w pełnej okazałości.Harry, który odebrał nasze cumy okazał się szefem firmy wypożyczającej rowery. Nietrudno się domyślić, że skorzystaliśmy z jego usług i rano czekały już na nas gotowe rowerki. Koszt wypożyczenia jednego rowerka to ok. 10-15 Euro. Nasz przyjaciel proponował nam również usługi kucharza – powiedział, że może dla nas ugotować doskonały posiłek, jednak nie skorzystaliśmy.

Plan naszej wycieczki był prosty: jedziemy do rezerwatu , a następnie opalamy się i nurkujemy na plaży Anse Source d’Argent. Wsiadamy na rowery i jedziemy przez miasteczko wąską uliczką po drodze mijając sklepy, restauracje, bary i lokalną infrastrukturę. Roślinność i ptaki są tu zupełne inne niż w Europie.

Od portu do rezeratu jest niedaleko to dosłownie kilka minut drogi. Mijamy bramę parku L’Union Estate Park i kupujemy bilety wstępu za 100 Rupii (ok. 10 Euro). Możemy wybrać ścieżkę edukacyjną, która prowadzi przez plantację kokosów i kolejne stadia produkcji oleju kokosowego, który jest niezwykłym bogactwem wyspy. W parku zobaczymy również stary cmentarz, na którym pochowani są pierwsi osadnicy wyspy La Digue. Kilka metró dalej oglądamy wielkie żółwie, które niestety są umieszczone w zagrodzie. Jeżeli chcecie zobaczyć żółwie na wolności, w ich naturalnym środowisku jest to możliwe na wyspie Curieuse. Są to przepiękne, duże zwierzęta o niezwykłym, głębokim spojrzeniu.

Niedaleko zagrody żółwii znajduje się plantacja wanilii. Niestety przez brak owadów zapylających kwiaty, ludzie muszą każdy kwiat zapylać ręcznie. Na terenie rezerwatu możemy zakupić lokalne wyroby waniliowe i kokosowe np. kometyki. Jedziemy dalej! Obserwujemy kolorowe, egzotyczne ptaki i niezwykłe rośliny.

Z rezerwaty płynnie przechodzi się na plażę. Widok jest niesamowity! Kto nie był nigdy na egzotycznej plaży na pewno na chwilę zatrzyma się z osłupienia! Woda w kolorze lazurowym, biały, mięciutki piasek i niezwyczajnie ułożone granitowe skały. Nurkując tutaj widzieliśmy kilka gatunków kolorowych, egzotycznych ryb! Jedne olbrzymie, drugie malutkie… Na kilka godzin zostajemy tu, aby opalać się, pływać i robić zdjęcia. Na wejściu na plażę znajduje się bar, w którym zaopatrywaliśmy się w napoje.

Kiedy byliśmy już zmęczeni Słońcem wróciliśmy do portu. W miasteczku znajduje się wiele sklepów i kilka marketów dlatego bez problemu zrobicie tu zakupy. Jeżeli chodzi o jedzenie najlepiej zaopatrywać się w barach typu Take a Way. Jest to tani i smaczny sposób zjedzenia lokalnych pyszności. Około 1400 wypłynęliśmy już do zatoki Anse Lazio na wyspie Praslin.

Anse Lazio

Dzień 2 La Digue – Praslin (Anse Lazio) 13 Mm

Mamy dobry wiatr więc praktycznie od razu po wyjściu z „portu” stawiamy żagle. Bez zwrotów,  na prawym halsie udaje nam płynąć ok. 13 Mm. Żeglujemy wzdłuż północnego wybrzeża wyspy Praslin po drodze mijając wizytówkę Seszeli – wyspę St Pierre. WIdok jest „seszelski”! Piękne wystające kały zwieńczone kępką palm, jest to chyba najbardziej popularny widok drukowany setki razy w magazynach turystycznych. Jeżeli macie chwilę można tutaj posnurkować w nizwykle pięnej scenerii. Kierujemy się na jedną z najpiękniejszych plaż na Seszelach Anse Lazio. Stajemy na kotwicy pośród kilu innych jachtów. Zauważamy, że większość jednostek to katamarany – nic dziwnego ich mniejsze zanurzenie pozwala podpłynąć bliżej pięknych plaż, bo portów na Seszelach jest naprawdę niewiele. Właściwie nie są to nawet porty, ale bazy czarterowe. Wacając do naszego postoju. Gdy dopływamy kilka chętnych osób z załogi udaje się dingy na plażę, a reszta odpoczywa na jachcie. Tutaj, blisko równika dzień i noc trwają po  12 godzin i ciemno zaczyna robić się już o 1800, stając w zatoce o 2000 wdzimy już tylko oświetlone topy masztów, które zdążyły spłynąć obok nas.

źródło: http://fishing-app.gpsnauticalcharts.com

Valle de Mai

Dzień 3 Praslin (Anse Lazio) – Praslin Baza DYC

Z samego rana uruchamiamy silnik, zwijamy kotwicę i mamy ambitny plan: płynąć do Zatoki Żółwi na małej wyspie Curieuse, aby zobaczyć te pękne zwierzęta w naturalnym środowisku. Pogoda jest kiepska: wiatr z każdą minutą się wzmaga, spore zachmurzenie, opady deszczu już od samego rana powoli rozbudowują się fale. Próbujemy stanąć w Zatoce i przy drugim podejściu w kńcu kotwica solidnie się trzyma. Nie było to łatwe podejście, ale kto jak nie my zacumuje wszędzie i w każdej sytuacji 🙂 Jednak kiedy zrzucamy ponton chętnych do płynięcia na nim na brzeg….BRAK 🙂 Nie ma się co dziwić, z wiatrem może jeszcze poszłoby bez niespodzianek, ale powrót bylby ciężki.  Nie czekając długo zwijamy kotwicę i płyniemy na wyspę Praslin do bzpiecznej przystani – bazy naszego czarteru. Mamy mocny południowo wschodni wiatr i rozbudowującą się falę. Mimo, że wszycy są poubierani w kurtki, to atmosfera jest gorąca – nasza załoga pod czujnym okiem Mieszka złowiła dwie ryby! Na wystających skałach widać pięknie załamujące się fale, widoki są nieziemskie!

źródło: http://fishing-app.gpsnauticalcharts.com

Port (Marina DYC) jest osłonięty dlatego cumowanie przebiega sprawnie, załoga czarteru widząc nadpływający jacht dosłownie wchodzi na nasz Mljet i wydziera nam z rąc cumy, odbijacze i…ster! Zamiast zananych nam węzłów plączą na linach makarony, ale w końcu udaje się bezpiecznie postawić jacht przy brzegu. Po zacumowaniu postanawiamy, że jedziemy do Parku Narodowego Vallee de mai, gdzie znajdują się słynne Coco de Mer – kokosy w kształcie pośladków, które potrafią wązyć nawet 25 kg!  🙂 Kiedy już zbieraliśmy się do wyjścia podeszła do nas przemiła kobieta proponując, że ugotuje dla nas kolację i przywiezie na wyznaczoną godzinę. Z chęcią zgodziliśmy się na taki układ i dodatkowo daliśmy jej nasze dwie złowione ryby.

Przystanek autobusowy, z którego odjeżdżamy do Parku znajduje się zaraz przy porcie. Nie jest to daleka droga (z powrotem wracamy pieszo), ale chcemy zdążyć zobaczyć park na spokojnie i jeszcze trochę zwiedzić wyspę zanim zajedzie Słońce.Vallee de Mai, torezerwat przyrody, który słynie ze wspomnianego już wcześniej Coco de Mer.

Saint Anne

Dzień 4 Praslin Baza DYC – Mahe Marina Eden Island 26 Mm

Powrotnym kursem płyniemy do Mariny Eden Island. Jakie to przyjemne płynąć po Oceanie! Jednym halsem ponad 25 mil 🙂 Zmieniamy się za sterem, opalamy, śpimy i obserwujemy zmieniający się krajobraz. Jedne wyspy znikają za horyzontem, drugie pojawiają się przed dziobem. Powoli dopływamy do Mahe, jednak zanim zacumujemy w marinie robimy postój na Wyspe Sant Anne, gdzie znajduje się Morski Park Narodowy. Wszystkie przewodniki podkreślają, że jest to idealne miejsce do snurkowania! Na samej wyspie żyje wiele gatunków roślin i zwierząt, które wytępują jedynie na Seszelach! Warto poświęcić kilka godzin, aby popłynąć pontonem na wyspę i snurkować przy brzegu. Morski Park Narodowy składa się z kilku wysp: Ste Anne, Ile Moyenne, Ile Ronde, Ile Longue, Ile Cachee i Ile aux Cerfs. Wśród morskiej trawy pływają tu żółwie, a czasami można spotkać delfiny! Po krótkim postoju cumujemy w Marinie Eden na wyznaczonym przez pracowników czarteru miejcu. 

Najmniejsza stolica Świata

Tego dnia zostajemy na wyspie. Udajemy się na przystanek autobusowy niedaleko mariny, aby zwiedzić najmniejszą stolicę Świata – Victorię! Na przystani nie ma rozkładu, czekamy więc na autobus, który zwiezie nas do miasta. Po kilkudziesięciu minutach udaje się! Miejsca nie ma, ale i tak zmieściliśmy się my i kilka mieszkańców wyspy. Autobus jest stary i zniszczony, ale nikomu to nie przeszkadza! Jest klimat! Jedziemy ok. 30 minut i kierujemy się do centrum miasta. Victoria jest pierwszą siedzibą rządu brytyjskiego. Angielskie wpływ są widoczne na całej wyspie! Przede wszystkim budole kolonialne, lewostronny ruch i… Big Ben, a właściwie Small Ben znajdujący się na skrzyżowaniu ulic w stolicy!

Udaliśmy się w poszukiwaniu jak najbardziej lokalnych miejsc. Jednym z nich było targowisko, na którym handlarze sprzedają ryby, owoce morza, warzywa i świeże owoce. Lubicie mango, kokosy i owoce morza? To będzie dla Was raj! My skusiliśmy się na wodę kokosową wprost z kokosa.

Idąc ulicami miasta można zauważyć, że nie matu żadnych galerii handlowych, Rossmanów, komercyjnych sklepów… co w dzisiejszych czasach może wydawać się niezwykłe, bo w końcu to… STOLICA. Jednak nikomu (zwłaszcza nam) to nie przeszkadza. Jesteśmy gdzieś na Oceanie, na malutkich wysepkach odcięci od Świata. Wpływ na historię Seszeli miało wiele państw i kultur, świadczy o tym chociażby indyjska świątynia, czy inne azjatyckie budowle. Victoria choć najmniejsza stolica Świata, to jest największym miastem na wyspie! Bez trudu znajdujemy tu knajpkę,  w której jemy pyszny obiad. Każdy z nas wybrał coś innego: mięso, ryby, warzywa czy słodkie przysmaki. Wszyscy jesteśmy zadowoleni! Do portu wracamy oczywiście autobusem. Zahaczamy jeszcze o sklepik i kupujemy lokalny przysmak: TAKAMAKĘ!

Last day in Paradise

Dzień 6 Mahe Marina Eden Island – Mahe Marina Eden Island (na dwie najpiękniejsze plaże)

Tak jak wcześniej wspomnieliśmy czytając przewodniki, czy artykuły na portalach turystycznych o Seszelach prawie zawsze przeczytamy, że „…tu znajdują się najpiękniejsze plaże na Świecie…”. To prawda! Widoki są niezwykłe, a warunki (czysty, drobny piasek, lazurowa, przezroczysta, ciepła woda, palmy, rajsie ptaki i dużo Słońca) idealne do wypoczynku. W ostatnim dniu rejsu postanawiamy dopłynąć na dwie „najpiękniejsze plaże Świata”: Port Lanuay oraz Beau Vallon.

Wypływamy wcześnie rano. Warunki są bardzo dobre – wczorajsze chmury zstały przegonione przez wiatr, a po deszczu nie ma ani śladu. Kierujemy się na północ wyspy, a po drodze niespodzianka! SPotykamy płynącego obok nas żółwia! Dopływamy po pierwszej z plaż. Aby zacumować należy wpłynąć w południową zatokę, bardzo uważamy na skały i kiedy jesteśmy w odpowiedniej odległości rzucamy kotwicę. Załoga udaje się pontonem na brzeg, my zostajemy na jachcie. Pilnujemy, zby jacht nie zerwał się z kotwicy, bo mimo polepszenia warunków wiatr jest dosyć mocny.

źródło: http://fishing-app.gpsnauticalcharts.com

Druga z plaż jest o woele bardziej komercyjna niż poprzednia. Już z daleka widać restauracje, puby, bary i stoiska z pamiątkami. Zatrzymujemy się w zatoce Beau Vallone i tak jak poprzedno wysyłamy załogę na zwiady. Nad zatoką położne są dwie miejscowości: Nouvelle Vallée oraz La Batie obie bardzo turystyczne i oferujące szeroką gamę noclegów i infrastruktury dla wczasowiczów. Po kilku godzinach plażowania, zwiedzania i odpoczywania udajemy się na ostatnie już cumowanie w Eden Island.

źródło: http://fishing-app.gpsnauticalcharts.com

Seszele żegnamy z WIELKIM niedosytem. Byliśmy tu pierwszy raz i na pewno nie ostatni. Siedem dni to stanowczo za mało, aby zwiedzić wszystkie wyspy, aby poznać lokalny klimat, kuchnię i ludzi. Tym rejsem kończymy nasz rejsowy sezon, a co przyniesie 2019…?

Przydatne linki:

Dream Yacht Charter

Mahe Marina Eden Island

La Digue Marina

La Digue L’Union Estate Park

Praslin Anse Lazio

Praslin Baza DYC

Praslin Vallée de Mai

Saint Anne Marine National Park

Lista portów i bojek oraz opłat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *