Grecja 2018 cz. I Ateny – Santorini

Zaczynamy czterotygodniową przyodę 2018! To jak się przygotowaliśmy opisaliśmy tutaj. Teraz czas na konkrety! 3..2..1…

Marina Kalamaki – nasz drugi dom

Marinę Kalamaki znamy już od podszewki. Poszczególne pirsy, drogę do toalety, Skippers Bar czy bazy naszego czarteru Athenian Yachts znamy jak port w Węgorzewie. Zaczynamy od odbioru jachtu. Na miejscu okazuje się, że nasza jednostka stoi na innym pirsie niż rok temu – dalej od bazy czarteru. Trochę nam smutno, że nie będziemy mieli tak blisko do ludzi, z którymi możemy porozmawiać o trasie, pogodzie czy po prostu o życiu. No i dalej do baru 😉 Jacht jest własnością prywatną, a nasz czarter pośredniczy w jego wynajmie. Skrupulatnie sprawdzamy wyposażenie jachtu, słuchamy instrukcji bosmana i wypełniamy papiery. Okazuje się, że zapomnięliśmy o małym szczególe… kaucji… Na szczęście szybko ogarniamy jedną z kart kredytowych i wszystko jest gotowe!

W międzyczasie dojeżdżają do nas dwie wspaniałe załogantki – jesteśmy w komplecie!

Nasz jacht to Sun Odyssei 39i Va Via, który czarterujemy z firmy Athenian Yachts przez polskiego pośrednika Leo Yachting. Dla nas i naszych załóg taki jacht był odpowiedni. Zawsze mieliśmy komplet osósb lub prawie komplet. Nigdy nie zdarzyło nam się, aby był problem z wyborem miejsca do spania, zawsze ktoś chce spać w mesie. Jedyny problem jaki nas spotkał i za który na koniec rejsu musieliśmy dopłacić, to… roletki przy okach jachtu. Sprawdzając jacht nawet nie wiedzieliśmy, że takie są, natomiast przy zdawaniu jachtu okazało się, że jedna para w kabinie Można już jechać po zakupy. Do Lidla jedziemy tramwajem na ważnym jeszcze całodniowym bilecie. Lista zakupów została wcześniej szczegółowo przeanalizowana więc zakupy idą sprawnie. Oczywiście wybieramy tylko podstawowe, najbardziej potrzebne rzeczy, a świeże owoce, warzywa, ryby, pieczywo i lokalne przysmaki będziemy kupować na bieżąco. Co do rzeczy organizacyjnych: np. wymiaa pościeli, to dostaliśmy jeden dodatkowy komplet, oraz namiary na pralnię, za której usługi czarterownia zwróci nam pieniądze. Jacht będzimy musieli posprzątać sami. Tankowanie też musimy załatwić już przed zawinięciem do portu wymiany załóg… ale my to lubimy!

Wielką Grecką Przygodę czas zacząć!

Do Aten zawiniemy dopiero po czterech tygodniach, wymienimy cztery załogi, odwiedzimy mnostwo wysp: Cyklady, Dedokanez, Kretę… Tak intensywnych wakacji jeszcze nie mieliśmy! Wcześnie rano przechodzimy szkolenie z podstaw bezpieczeństwa na wodzie: kamizelki ratunkowe – już wszyscy wiedzą gdzie się znajdują! szelki asekuracyjne – każdy ma swoją parę, którą umie założyć i odpowiednio się przypiąć. Po takim szkoleniu zawsze czujemy się bezpieczniej, mamy nadzieję, że uczestnicy rejsów także! O 0637 wyruszamy z Mariny Alimos, cała załoga na pokładzie dzielnie wywiązała się ze swoich obowiązków! Czy oni naprawdę są pierwszy raz na żaglach!? Tak! Część załogi pierwszy raz jest na jakimkolwiek jachcie, a część była raz na żaglach 🙂

Wschód Słońca nad Atenami

Pogoda jest piękna, ale bardzo nieżeglarska… no tak, to przecież Grecja, tu nawet pogoda stroi fochy i robi co chce 🙂 Wiatr w skali od 1 do maksymalnie 3 stopni w skali Beauforta nie umożliwia pokazania możliwości naszego jachtu! Większość trasy (jak się później okaże jak i całego tego etapu rejsu) pokonujemy na silniku. NIkt jednak nie marudzi z tego powodu – wprost przeciwnie! Podziwiamy Świątynię Posejdona, która oznajmia koniec lądu greckiego, przepływamy koło Wyspy Wiatraków oraz Makronisos wypatrując delfinów. Szkolimy się ciągle nawigując, robiąc wpisy do dziennika jachtowego i prezentując kolejne części jachtu. Mijamy wielkie statki, które mają tu swoją drogę tak zwany TSS – Traffic Separation Scheme, czyli Lokalny system rozgraniczenia ruchu statków. Szlak wyznaczony specjalnie dla dżych statków, taka morska autostrada dla większych jednostek. Jeżeli więc pływacie turystycznym jachtem warto mieć się na baczności mijając lub przepływając w pobliżu tej trasy. Na locji zaznaczona w taki sposób:

TSS w drodze z Aten

TSS w drodze z Aten

Po drodze jemy śniadanie i obiad, a posiłki na świeżym powietrzu i to na jachcie smakują 100% lepiej! Wypływając z Aten utrzymujemy kurs ok. 180 stopni, a później co godzinę sprawdzamy i ewentualnie korygujemy naszą drogę. Przepływamy 60 Mm, a naszym celem jest wyspa Kithnos, a właściwie KASIA! Tak, tak to ta wspaniała, cudowna Kasia, która za każdym razem sprawia, że nasze załogi i my wychodzimy: najedzeni, szczęśliwi i po prostu nie chcemy nigdzie płynąć! Na wyspie Kithnos będziemy w tym roku tylko raz, ale wiemy, że to sprawdzone miejsce i TRZEBA je odwiedzić.

obiadek na jachcie

Kithnos, Loutra – nie ma jak… u Kasi!

Marina Loutra – już czujemy się jak u siebie! Cumujemy rufą do nabrzeża rzucając kotwicę dziobową i znowu nasza załoga sprawdziła się na medal!  Port Loutra znajduje się w północno-wschodniej części wyspy Kithnos, nie jest to główy i największy port wyspy. Jest to mała marinka, a w sezonie trudno tu o wolne miejsce, przekonaliśmy się o tym w drodze powrotnej – zacumowaliśmy w innym, ale bardzo atrakcyjnym porcie. Poniżej znajdziecie zdjęcie całego  portu ze strony marinareservation.com.   Tutaj trochę o locji portu. Tym z Was, którzy chcą wybrać się do Loutry radzimy wcześniej zarezerwować sobie miejsce, gdyż jest to bardzo popularny port dla jachtów wypływających z Aten i powracających do baz w Atenach. W niedziele może być tu ciężko z miejscem…

koszt: 15,32 Euro

woda,prąd, prysznic (1), wc (1)

Locja Marina Loutra, żródło: Greek Water Pilot
Marina Loutra źródło: https://www.marinareservation.com/marina-loutra-189

Od naszego ostatniego pobytu tutaj niewiele (a właściwie nic) się nie zmieniło. Stara rampa, przy której sumują duże jednostki stoi będąc jednocześnie ozdobą tego miejsca. Nadal jest jeden prysznic z toaletą i nadal ten sam bosman jeżdżący na rowerze.

Wyspa jak już wcześniej pisaliśmy >>tu<< słynie z ciepłych źródeł, do których od razu się udaliśmy! Źródełko ogrodzone kamieniami pośród których żyją sobie malutkie kraby ma aż 38 stopni! Jego zdrowotne właściwości znane były już w starożytności! Po zejściu na ląd idziemy wygrzać się w źródełku. Siedzimy dłużej niż to jest zalecane, ale ta ciepła woda… i te widoki… ze źródełka wyciągnął nas czas na kolację!

Kolacja tradycyjnie w Cavo Doro! Właścicel przywitał nas z otwartymi ramionami, zaprowadził do kuchni, gdzie szefowa „Babcia: ucałowała nas w obydwa pliczki. To były naprawdę ważne dla nas i wzruszające chwile! Poczuliśmy się jak w rodzinie… Dlatego też kochamy to miejsce, orócz doskonałej, prawdziwej, greckiej kuchni mamy tu rodzinny i przyjazny klimat. Siedzimy nad samym brzegiem morza, na plaży. Miękki, biały piasek dookoła, a nad nami gwiaździste niebo. Kiedy kolejno na stole pojawiają się greckie: pasty, owoce morza, ryby, mięsa, desery wszystko inne traci sens…jesteśmy w RAJU!

Sifnos najpiękniejszy widok w Grecji..

Kolejny dzień, w którym startujemy z samego rana. Wypływamy o 0650. Z wielkim żalem żegnamy Loutrę z nadzieją, że jeszcze kedyś zawiniemy to do portu. Naszym celem jest Sifnos – ostatnia z wysp, które znamy, kolejne z nich będziemy poznawać wraz z uczestnikami naszej wyprawy. Pogoda…identyczna jak dnia poprzedniego, tylko wiatr słabszy. Tak, tak, dobrze przeczytaliście! Jeszcze słabszy 🙂 Ale nam znów to nie przeszkadza! Z resztą czego więcej trzeba pijąc poranną kawę na pięknym jachcie, kiedy Słońce otula Cię swoimi promieniami?

Droga mija nam przyjemnie dziś zrobimy 40 Mm, z których większość płynimy na silniku. Jednak uroki Grecji wynagradzają wszystko! W marinie Kamares, na wyspie Sifnos cumujemy o 1400.

Sifnos, Kamares

Wpływając do zatoki Kamares naszym oczom ukazują się piękne góry… pamiętamy ten widok z zeszłego roku, ale i tym razem robi on na nas niesamowite wrażenie. Kamares jest jedynym portem na wyspie, w którym cumują jachty turystyczne jak i duże promy dlatego trzeba uważać na falę wytważaną przez te pasażerskie jednostki. Miejsca jest na około 6-8 jachtów, cumuje się jak w większości portów rufą do nabrzeża. Zwróćcie uwagę, czy wasza kotwica dobrze trzyma ponieważ materiałem dna jest piasek i wodorosty.

cena ?

wc i umywalki

Locja mariny Kamares, żródło: Greek Water Pilot

marina Kamares, źródło: http://www.cruiserswiki.org/wiki/Sifnos

Kamares – port

Wyspa słynie z ciekawych wyrobów ceramicznych. O tym i innych jej turystycznych atrakcjach napisaliśmy >>tu<<. Przypomnimy tylko, że bardzo charakterystycznym dla wyspy symbolem jest ceramiczna latarnia, która wygląda nieco kosmicznie 🙂 Tak jak rok temu tak i w tym roku wypożyczyliśmy samochody, aby pojechać zobaczyć najpiękniejszy widok na wyspie: Klasztor Siedmiu Męczenników, który położony jest małej wysepce w morzu. Delikatne tylko połączenie z lądem sprawia, że jest on otoczony z każdej strony wodą. Jest to prawdopodobnie najczęściej fotografowane miejsce na wyspie. Przy dużych falach kościołek jest zalewany wodą tworząc niezwykłą scenerię.

Klasztor Siedmiu Męczenników
Dzwonnica w miejscowości Kastro
Symbol wyspy – ceramiczne lampiony, które często można spotkać na dachach domów

Zanim jednak wybierzemy się na wycieczkę bierzemy się poważnie za… plażowanie! Piasek, leżaki, drinki i przemiła osługa w tawernie Old Captain Bar sprawia, że czujemy się jak najlepszych wakacjach! Nurkujemy, pływamy i opalamy się prowadząc miłe konwersacje z właścicielem baru. Tak się jeszcze złożyło, że dziś jedna z naszych załogantek kończy 40 lat! I musimy z tej okazji przygotować wieczorną niespodziankę! Pamiętacie dwie imprezy-niespodzianki dla Mieszka? Mamy już wprawę w takich akcjach, więc niczym się nie martwimy! Kiedy Paulina wypoczywa my robimy zakupy i ukrywamy tort oraz prezetny!

Po powrocie z wycieczki Mieszko i Kazik podjęli się niezwykle trudnego zadania …. postanowili na kolację zaserwować naleśniki! Kto choć raz pływał w ośmio (i większej) osobowej załodze wie, że to prawdziwa nikończąca się historia. Musimy przyzać – chłopaki są The Best! Urodzinowa kolacja-niespodzianka się udała! To kolejny wspaniały dzień!

Na nieznanych wodach…

Wypływamy z naszej „strefy komfortu”, co oczywiście bardzo nas cieszy! W kocu coś nowego, w końcu nowe miejsca, ludzie i otoczenie… udajemy się bowiem na…Folegandros! Dziś dzień dziecka! Wypływamy o 0910, a przed nami 45 Mm podróży. Wiatr… nie uwierzycie, ale udało nam się postawić żagle i bez warkotu silnika płyniemy większość trasy. Droga na Milos jest dosłownie PROSTA! Tak, tak, płyiemy praktycznie jednym kursem. Po wypłynięciu z zatoki na Sifnos kolejnym punktem jest zatoka na Milos. Podróż pod żaglami mija zdecydowanie za szybko! Zdecydowaliśmy się podczas żeglugi dopompować nasze Dinghy i ciągnąć je za jachtem. Niegrzeczni załoganci płynęli w pontonie, kto do nich należał zobaczcie sami :D:D

Korzystając z wiatru uczymy się sterować jachtem pod żaglami – utrzymywać kurs kontrować, wyczuwamy jak podatny jest nasz jacht na działanie steru. Od czasu do czasu wybieramy żagle starając sie poprawnie używać nazewnictwa: szot, fok, cuma, fał… Dopływając do celu korzystamy z bardzo słabego wiatru i wpadamy na świetny pomysł! Nigdy nie mamy zdjęć naszego jachtu podczas płynięcia – to oczywiste, bo kto miałby zrobić takie fotki? Wymyśliliśmy, że ja (Sylwia) wezmę aparat na Dinghy i będę fotografować załogę i jacht. Efekty sesji możecie zobaczyć poniżej:

 Koty z Milos…

Wpływając do zatoki wyspy Milos naszym oczom ukazują się rzędy niezwykłych, kolorowych domków! Zatoka jest naprawdę piękna, a port wydaje się dobrym miejscem do cumowania. Szukamy opisanych w locji bojek – jednak nie udaje nam się żadnej wolnej znaleźć. Jest ich zdecydowanie mniej niż napisali w Pilocie. Na początku cumujemy na koću pirsu jednak kotwica nie trzyma dobrze, a my chcemy być pewni, że jacht podczas falowania spowodowanego przez cumujące tu promy będzie bezpieczy. Postanawiamy się przestawić pomiędzy już zacumowane jachty. Szczęście nam sprzyja! Znajdujemy lukę pomiędzy jachtami i własnie w niej stajemy!

Port i cumowanie

Zbliżając się do portu widzimy długą keję, do której można zacumować za pomocą muringów (których to z resztą szukaliśmy). Kiedy znaleźliśmy jeden wolny na końcu kei postanowiliśmy jednak przecumować się bliżej pomiędzy stojące jachty przy użyciu kotwicy. Przy kejach jest prąd i woda oraz budka, w której trzeba opłacić postój. Cumując bliżej promu uważamy na wytwarzaną przez jednostkę falę.

cena: 12,51 Euro

WC koło informacji turystycznej

Mapa Milos, źródło: Mapy morskie dostępne na jachcie

Locja Marina Adamas, źródło: Greek Water Pilot

Jesteśmy już w marinie ponieważ trochę zgłodnieliśmy to wahta zabiera się do robienia obiadu, a reszta załogi… właśnie! Gdzie jest reszta naszych załogantów? Dzwonimy, szukamy, a ich nie ma. Nagle naszym oczom na statku stojącym zaraz naprzeciwko nas ukazują się kolejno: Oliwia, Mieszko i Kazik. Przechodzą raz w jedną, a raz w drugą sronę statku z innymi ludźmi na wyraźne polecenie jakiegoś człowieka. Co tu się wyprawia?! Okazuje się, że to test stateczności jednostki rybackiej!

Po obiedzie udajemy się na zwiedzanie wyspy. Najpierw wskakujemy do wody na malutkiej, kamienistej miejskiej plaży. Póżniej idziemy podbijać Adamas!

Wenus z Milos

Tak, tak Milos, do którego dopłynęliśmy to to samo Milos od słynnej na całym Śwecie Wenus! Wiąże się z tym ciekawa historia: 8 kwietnia 1820 roku na swoim polu (obecnie nieopodal chrześcijańskich katakumb w Trypiti) pewien rolnik odnalazł jaskinię, do której wszedł. W jej wnętrzu odnalazł połowę posągu kobiety. Drugą połowę posągu odnaleziono wkrótce. Podobno w chwili odnalezienia Wenus miałą dwie ręce: w jednej trzymałą jabłko, a w drugiej uniesioną szatę. Piękny posąg został wyrzeźbiony między 323 a 147 r. p.n.e). W muzeum w mieście Plaka znajdującym się na wyspie możemy podziwiać replikę posągu gdyż jego oryginał wykupiono jako prezent dla króla Freancji (był nim wtedy Ludwik XVII), do dziś oryginalna Wenus znajduje się we Francji, a dokładnie w Luwrze.

We wspomnianym już wcześniej muzeum w mieście Plaka możemy również podziwiać wykopaliska z  miejsca, które ma najważniejsze znaczenie na wyspie: z Filakopi. Filakopi to niezwykłe miejsce gdzie arheolodzy odkryli aż trzy warstwy osadnictwa! Trzy prehistoryczne miasta, które dostarczyły wielu informacji o cywilizacji na Cykladach. Pierwsze oznaki osadnictwa datuje się na III tysiąclecie p.n.e!

Wspominaliśmy również o katakumbach, w pobliżu których została odkryta Wenus. Jest to ównież miejsce godne uwagi! Wczesnochrześcijańskie katakumby pochodzą z II w n.e. Są to wydrążone korytarze w wulkanicznym tufie, mające długośćok. 190 m! Po obydwu stronach korytarzy ciągną się groby pierwszych chrześcijan.

Kolejnym przepięknym miejscem na wyspie jest port Klima. Widzieliśmy go wpływając do zatoki – to te kolorowe domki – garaże tworzące malutką miejscowość.

Adamas, miejscowość, w której zacumowaliśmy została założona w 1835 roku przez ludzi uciekających z Krety po nieudanym buncie przeciw Turkom. Spacer po miejscowośći zaczęśliśmy od „miejskiej plaży”, zapisaliśmy w cudzysłowie, bo miejsce to jest dosłownie kawałkiem barzegu z kamyczków. Jednak niezbyt nam to przeszkadzało i wskoczyliśmy do wody! Następnie poszliśmy przebrać się na jacht. Po drodze zauważyliśmy, że na wyspie jest kosmiczna ilość kotów. Są wszędzie! Białe, czarne, rude i kolorowe.

 

Adamas to niezykle klimatyczna i turystyczna miejscowość. Kawiarnie, sklepy, białe budynki typowe dla greckiej arhitektury spotykamy tu na każdym kroku. Jednak najpiękniejsze miało dopiero nadejść…

Skały Milos

Dla tych widoków przypływają na Milos żeglarze z całego Świata! Gdyby sojrzeć na mapę po przekątnej w kierunku południowo-zachodnim niedaleko przylądka Psalida znajdują się cuda atury! Te niezwykłe, przepiękne skały zachwycą każdego! Dopływamy do nich, rzucamy kotwicę i dzielimy się na dwie grupy. Każda z grup ma godzinę na zwiedzenie skał na dinghy.

Skały Milos są wynikiem działania wody i wiatru. W literaturze jest bardzo niewiele informacji na temat tych skał (oprócz tego, że są piękne i warto je zobaczyć). Chcąc wgłębić się w temat musimy zacząć od tego, że Milos należy do łańcuchu Cyklad Zachodnich lub inaczej Cyklad Południowych ciągnących się od Makronisos na południe przez Kithnos, Serifos, aż po nasze wulkaniczne Milos. Ta wyspa jest znana z tego, że znajdują się tu złoża ałunu (Powstaje min.  w procesie wietrzenia skał magmowych jest naturalnym kosmetykiem min. antyperspiranem), pumeksu (wulkanicznej skały magmowej) i siarki (z wyziewów mamowych). Milos wraz z  Thirą (Santorini) oraz Nisiros tworzy aktywny łuk wulkaniczny. Możemy więc wywnioskować, że skały, które oglądaliśmy są pochodzenia wulkanicznego, ba! Żródła podają, że zatoka Ormos Milou powstała na skutek wybuchu wulkanu, więc wszytsko się zgadza. Piękne, skalne formacje są efektem niszczącej działalności wiatru i wody – naturalnych rzeźbiarzy. Pozostaje tylko podziwiać niezwykłę formy skalne…

O 11:30 kotwica idzie w góręi płyniemy na kolejną nieznaną nam wyspę – Folegandros!

O 17:30 przybijamy do portu w Folegandros

Folegandros – najpiękniejsze miejsce w Grecji…

Foleandros to miejsce, w którym się zakochacie. Można tu odpocząć od zgiełku, a jakby komuś brakowało imprezowego ducha to na Santorini czy Ios jest niedaleko. My należymy do tych osób, które wolą piękne okoliczności przyrody- wodą, roślinność i obserwację zwierząt, takie otoczenie sprawia, że czujemy się dobrze i szczęśliwi. To wszystko znaleźliśmy na tej wyspie. Nie jest ona turystycznym gorącym miejscem, nie jest nawet umieszczona w przewodnikach po greckich wyspach, ale włśnie to czyni ją piękną! Dodatkowo trafiliśmy na przepiękną, wiosenną pogodę kiedy to roślinność budzi sie do życia.

Port i cumowanie

Port na Folegandros (choć port w tym wypadku brzmi dumnie), to mieszczący dosłownie kilka jednostek pomost. Brak tutaj wody i prądu jednak naprawdęwato tu przypłynąć! Do portu również wpływa prom, należy więc uważać na falę.

cena ?

WC tureckie, prąd, woda

Spacer do wyjątkowego miasta

Po skończonych manewrach portowych i klarze na jachcie udajemy się na dłuższą wycieczkę do miejscowości Chora. Idzie się tam drogą w górę około 1,5 godziny. Spacerując obserwujemy roślinnośćwyspy, ktróa jest znacznie uboższa niż w pozostałych miejscach naszą uwagę zwróciły czerwone krzaki i niskie trawy. Kiedy dochodzimy do miejscowości (położonej na stoku) widok jest NIESAMOWITY! Widzimy Cyklady, Morze Egejskie i piękny zachód Słońca. Idąc wgłąb Chory mijamy szykujących się do sezonu Greków oraz…Polkę! Pani jest małżonką miejscowego Greka i oboje zajmują się prowadzeniem tawerny Nikos . Niestety nie mogliśmy skosztować ich pyszności, bo knajpę otwierają dopiero za kilka dni. Wybraliśmy się na piwko i raki do innej kanjpy znajdującej się zaraz przy „tarasie widokowym”, z którego oglądaliśmy przecudy zachód Słońca.

 

Coraz bliżej do celu…

O700 wypływamy z portu na Folegandros. Z żalem zostawiamy tak piękną wyspę. Jednak Posejdon nam dziś sprzyja i o 710 już sawiamy żale! Mamy małą usterkę rolera, ale chwilę po jej zauważeniu sam się naprawił 🙂 Obieramy kurs na kolejną wyspę – Ios. Przed nami zaledwie trzy godziny żeglugi, które mijają niezwykle szbko!

Wpływamy do dużego portu, w którym cumują również promy. Już z daleka widać, że jest to miejsca bardzo turystyczne. Cumujemy po prawej stronie longside między dwoma jachtami. Miejsc w porcie jest dużo, cumując po prawej stronie jesteśmy trochę mniej narażeni na fale od promu.

Musimy tutaj zatankować paliwo. Zdobywamy numer do mobilnej cysterny benzynowej i po kilku minutach przyjeżdża Grek i tankujemy 50 litrów paliwa. Kiedy nasza załoga idzie do sklepów i na plażę my przestawiamy łódkę na lewą stronę portu (nie działa prąd, a my musimy się „podładować”). Szybka akcja i jesteśmy na drugim brzegu.

Kiedy nadchodzi wieczór postanawiamy zdobyć wyspę.

Imprezowe Ios…

Port i cumowanie

Port na wyspie IOS jest spory i pomieści wiele jednostek. Wpływając do portu po lewej stronie cumuje prom dlatego trzeba dobrze przycumować jacht i uważać na falę .Z kolei po prawej stronie nie wszystkie kreany z wodą działają. Tak było w naszym przypadku: zacumowaliśmy po prawej stronie (bliżej marketu), ale gdy okazało się, że nie działa kran, przestawiliśmy się szybciutko na drugą stronę. W Grecji takie rzeczy to norma 🙂

Cena: 5,83 Euro

Karta do wody 5 Euro (kaucja za kartę 10Euro)

nie ma toalety ani prysznica

Według przewodników Ios to bardzo imprezowa wyspa…taki grecki Sopot…Piękne plaże i knajpy, w których zabawa trwa do białego rana. Podobno w sezonie wakacyjnym nie ma co liczyć na spokojny sen! Jednak imprezowy duch tej wyspy to nie wszystko… w dzień Ios jest bardzo spokojne – w nieskazitelnie białych domach życie płynie wolno, a niegdyś stało tutaj 12 wiatraków górujących nad Chorą…Dziś pozostało już kilka z nich i nie są one w domrm stanie…. Możemy również zwiedzić ruiny weneckiej fortecy z 1400 roku. Wielką ciekawostką jest jednak to, że według legendy to tutaj swoje ostatnie dni spędził wielki poeta Homer! W miejscowości Plakotos na nwyspie zajduje się tu również jego grobowiec!

My upodobaliśmy sobie tawernę Sousana’s, w której mieliśmy swobodny dostęp do Internetu pyszne, greckie jedzenie i przemiłą obsługę.

My jesteśmy jescze przed sezonem, ale kiedy udajemy się na wieczorną wycieczkę do Chory…to widok jest nie-do-o-pisania! To miasto, to jeden wielki labirynt knajp, barów, restauracji i sklepów….Wąskie uliczki każda prowadzi w inną stronę. Pierwszy raz widzimy coś takiego! Najpierw jemy kolację, a później zaopatrujemy się w …melonową nalewkę i szampana dla naszej kochanej załogantki Marzeny (ma dziś imieniny). Zielony napój udaje nam się wypić, a szampana zanosimy na jacht. Chcemy zrobić Marzenie niespodziankę, więc wchodzimy na pokład, wyjmujemy kielkiszki i …. bez fajerwerków otwieramy szampana… ale jak to? No nic – przecież w Grecji wszystko potrafi zaskoczyć…Jednak gdy próbujemy napoju….okzuje się, że to zwykła woda! Tak kończymy wieczór na najbardziej imprezowej wyspie w Grecji 🙂

Santorini – drzemiący wulkan

Nie możemy uwierzyć, że dni mijają tutaj tak szybko! Już dziś znajdziemy się na Santorini i zakończy się pierwszy etap naszego Wielkiego Greckiego Rejsu. Co czujemy? Smutek miesza się z ekscytacją, mamy wobec tej wyspy WIELKIE oczekiwania. Toona jest największą wizytówką Grecji – w każdym katalogu i na każdej stronie biura podróży widzimy zdjęcia białej budowli z niebieską kopułą z Santorini… zanim jednak zacumujemy chcemy zwiedzić wulkan, bo Santorini, to nie tylko turystyczna wizytówka Grecji, ale niesamowity wulkan Santoryn, aktóry kiedyś był jednością, a dziś twaorzy go pięć wysp: Thera, Therasia, Aspronisi, Palea Kameni i Nea Kameni.

cdn…

Przydatne linki:

ATENY

Marina Alimos

Skippers Bar

Athenian Yachts

KITHNOS:

Marina Loutra

Cavo Doro

Kithnos – opis atrakcji

SIFNOS

Kamares port

Old Captain Bar

Sklep z ceramiką

FOLEGANDROS

Folegandros port

Nikos Place Gril House

IOS

Ios port

Sousana Tavern

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *