Grecja 2018 cz. II Santorini – Rodos

Druga załoga wsiada na jacht na Santorini. Jesteśmy już po wycieczce, na której zobaczyliśmy największe atrakcje wyspy. Z niecierpliowścią czekamy, aż wypłyniemy na nieznane wody. Musimy stwierdzić, że pod względem przyrodniczym i pogodowym był to jeden z najciekawszych rejsów! Jeżeli chodzi o załogę mamy to szczęście, że trafiamy zawsze na najcudowniejszych ludzi na Świecie!

Wymiana załogi na trasie Ateny – Santorini

Warto tutaj wspomnieć o wymianie załogi. Jeżeli czytają to wprawieni, doświadczeni lub Ci, którzy choć raz wymieniali załogę podczas swojego rejsu Żeglarze to wiedzą, że zawsze, nawet jak masz wszystkie papiery w porządku coś może pójść nie tak. Z resztą jak w każdym Urzędzie. My wymienialśmy załogi trzy razy: na Santorini, Rodos i Krecie. Na Santorini wszystko nam się udało bez problemów. Customs – Urząd Celny znajduje się w Thirze także jeżeli chcecie wymienić załogę musicie udać się, aż do Stolicy. To tu musicie przygotować:

-Listę załogi, która jest na jachcie (opuszcza jacht)

-Listę załogi, która wchodzi na jacht

-Umowę z czarterem

-Dokumenty skippera

-Dokumenty załogi

Dwie pierwsze listy muszą być kniecznie wcześniej zatwierdzone przez czarter, podpisane i przygotowane w odpowiednich drukach. Później mieliśmy naprawdę duże problemy z wymianami załóg, bo nasz czarter nie przygotował wszystkiego w odpowiedni sposób. Jeżeli i Wy napotkacie problemy pamiętajcie:

-Musicie być cierpliwi

-Grecy zawsze mają rację

Podróż w nieznane

O 0620 wypływamy z mariny Vlychada, zachowując szczególną uwagę na samym torze podejściowym do portu. Dziś mamy to szczęście i prawie od razu stawiamy żagle. Niestety nasz fart nie trwa długi i już po godzinie zwijamy grota i genuę i włączamy silnik. Przy jego dźwięku będziemy przemierzać większość dzisiejszej drogi. Nasz dzisiejszy cel to Asipalea. Dla nas oznacza to wpłynięcie na nieznane, nowe wody. Oficjalnie wpływamy na Dedokanez. Po zeszłorocznych czterech rejsach cykladzkich myśleliśmy, że nic lepszego w Grecji nie może nas spotkać, ale jak zwykle ten kraj mocno zaskakuje! Do tej pory rozmawiając o Grecji i jej najpiękniejszych miejscach nie wiemy: Dedokanez czy Cyklady?  Oczywiście nie widzieliśmy jeszcze wszystkiego!  Po 10 godzinach żeglugi kursem 60 – 65 stopni, 50 Milach morskich w końcu zgasiliśmy silnik i zacumowaliśmy w porcie Skala na wyspie Asipalaia.

Astipalea – Port i cumowanie

Port Skala to bezpieczne miejsce do cumowania. Długi falochron dobrze chroni przed falowaniem zacumowane przy nabrzerzu jachty. Miejsc postojowych jest ok. 8. Można również zacumować wzdłuż zewnętrznego nabrzeża,  ale nie jest tu już tak bezpiecznie i miejsca te są blisko cumujących promów. Niezależnie gdzie cumujemy zawsze musimy użyć kotwicy uwaga, bo jest płytko ok. 2,5 m. Jest prąd i woda.


Astipalea – początek Dedokanezu

Jest to naprawdęciekawe miejsce! Mająca kształt motyla  jest najdalej wysuniętą na zachód wyspą Dedokanezu. Znajduje się tutaj wenecki zamek ukryty wśród skupiska białych domków. Nie różni się ona zbytnio od Cykladzkich koleżanek. Jej piękne plaże i wyżynne ukształtowanie terenu nadają jej wyrazistego charakteru. W przewodnikach nie ma zby wielu informacji o Astipalei, wszędzie jednak są wzmianki o zamku, na który się udajemy. Po zejściu z jachtu udajemy się jednak prosto do tawerny Kolokytha . Kiedy już napijemy się frappe lub ewentualnie piwka planujemy pieszą wycieczkę. Ruiny twierdzy stoją na zachodnim brzegu Agios Ioannis. Idziemy naprawdę piękną i malowniczą trasą pośród wąskich, białych uliczek przy których sennie leżą greckie koty i rosą piękne kolorowe kwiaty. Dziwne, że tu mieszkają ludzie, bo ulice są puste.

Grecki kot z wyspy Astipalea

Drogowskaz do zamku

Ruiny zamku

Zwiedziliśmy ruiny zamku i poszliśmy do pobliskiej miejscowości, gdzie znajduje się naprawdę klimatyczna tawerna Castro. Nie znaleźliśmy o niej wzmianki i Internecie, a namiar na nią mamy od znajomego kapitana Piotra Kasperaszka 🙂 W tym miejscu napijecie się prawdziwego, greckiego piwa, Ouzo czy Metaxy i uwierzcie – oprócz nas nie było żadnych turystów! Sami grecy 🙂 Jeżeli będziecie cumować na wyspie po prostu MUSICIE tu zajrzeć!

Tawerna Castro

 

Jeszcze nie wiemy, że naszym kolejnym celem będzie naprawdę niesamwite miejsce. Nie ma zmiłuj! Żeby zobaczyć najpiękniejsze wyspy w Grecji, a na pewno, żeby w siedem dni zobaczyć jak najwięcej trzeba wstać wcześnie. Jest nas osiem oósb, więc spokojnie po drodze każdy może się wyspać! Wypływamy już o 0730 – kierunek Nissiros! Tym razem mamy więcej szczęścia: stawimy grota, gienię i w drogę! I ten uśmiech załogi kiedy możesz płynąć pod żaglami – bezcenne! Obieramy kurs 85 stopni i praktycznie osiem godzin płyniemy pod żaglami! Posejdom nam sprzyja 🙂 Towarzyszy nam wiatr w skali od 4 do 5 stopni Beuforta . Po drodze odbiermy nawoływanie statku oraz nasłuchujemy uważnie prognozy pogody od Olimpia Radio. Kiedy wiatr napełnia nasze żagle, a my płyniemy po greckich wodach Świat staje się najpięknieszy! Tego niestety nie da się pisać. Ok. 1530 zbliżamy się do wyspy Nissiros, a dokładnie portu Palon.

Nissiros Port i cumowanie

UWAGA! Przy wpływaniu do portu płyńcie ostrożnie i blisko falochronu !! (2018 rok) Port Palon jest jedynym portem odpowiednim dla jachtów. Jest dobrze chroniony przed meltemi i fal. Po południowej stronie portu mamy dosyć duże głębokości, ale można stanąć również przy falochronie. Wszędzie jednak do cumowania musimy użyć kotwicy. Na nabrzeżu mamy wodę oraz prąd. Pytamy o opłaty portowe lecz uzyskujemy informację, że jeszcze jest „przed sezonem” i nie ma pracowników.

Jeszcze tego dnia, gdy zacumowaliśmy udajemy się na plażę i kąpiel w morzu jutro czeka nas wycieczka do wnętrza wulkanu! WIeczorem udajemy się na piwko i frappe (tak frappe pijemy o każdej porze) do Tawerny Capitans House. 

Nissiros Podróż do wnętrza wulkanu

Wypożyczamy samochód i udajemy się całą załogą na wycieczkę. Naszym głównym celem jest oczywiście słynny wulkan. Będąc około kilometra od celu już czujemy zapach siarki… Hmmm… charakterystyczna woń zgniłego jaja informuje o tym, że jesteśmy już całkiem blisko. Parkujemy w wyznaczonym do tego miejsu i dalej udajemy się już pieszo. Nie będę rozpisywała się (ale bardzo bym chciała i zrobię to w jakimś osobnym poście) o samym wulkanie, ale…

Nisiros jest jedym z dwóch czynnych wulkanów w Grecji (pierwszy to ten, o którym wspomniałam tu na Santorini). Jest to bardzo charakterystyczny stratowulkan, którego powierzchnia wynosi ok. 41 km2. Współcześnie nie obserwuje się żadnych przejawów wulkanizmu, ale na wyspie są jedne z najbogatszych źródeł termalnych w Mandraki oraz charakterystyczne naturalne sauny. W latach 1422, 1830, 1871, 1873 i 1888 zanotowano przejawy aktywności były to jednak tylko lekkie wyrzuty błota, skał czy pary wodnej. Będąc w dnie kaldery znajdujemy się na wysokości ok. 100 m n.p.m., a najwyższye punkty jej ścian sięgają   500 m n.p.m. Skąd na Nissiros i Santorini aktywne wulkany? W uproszczeniu pisząc: dwie z tych wysp znajdują się w łuku wulkanicznym rejonu egejsiego, na który ogromny wpływ ma zbieżna granica pomiędzy płyt: afrykańska i eurazjatycka. Płyta Afrykańska „wchodząc” pod płytę Euroazjatycką narusza jej strukturę wbijając się aż do aktywnej, płynnej znajdującej się pod skorupą ziemską magmy (zobaczcie kolorowy rysunek poniżej).

Rys.1 Tablica informacyjna przy wulkanie na Nisiros.

źródło: Brzezinska-Wójcik T., Tsermegas I. Wpływ geodynamiki płyt litosfery na rozmieszczenie
i cechy geomorfologiczne wysp Morza Egejskiego z Warsztaty Geomorfologiczne, Grecja – 26.04-06.05. 2007 r.

Krajobraz wulkaniczny na Nisiros

Wejście do wnętrza wulkanu – na własną odpowiedzialność

 

 

Dno wulkanu

Wyziewy siarki

Po wyjściu z wulkanu jesteśmy bardzo spragnieni. Na szczęście na tym pustkowiu znajdujemy oazę – tawenę Voulcano, gdzie moim zdaniem znajduje się najlepsze frappe w całej Grecji.

Tawerna przy wulkanie Voulcano, najlepsze frappe w Grecji

 

Z wnętrza wulkanu wydostajemy się i jedziemy do Chory. Piękne, białe miasto zachwyca nas wąskimi uliczkami i spokojem. Mam z niego charakterystyczne, piękne zdjęcie, które oddaje codzienne życie w Grecji. Wklejam je poniżej. SPpokój życia na wyspach Greckich może zachwycać i przerażać jednocześnie.

Codzienne życie na wyspach greckich

Chora Nisiros

Wracamy z wycieczki na jacht i ok. 13:00 wypływamy na Tilos!

Płyniemy cztery godziny obierając kurs na wypsę Tilos. Pogodę mamy bardzo nieżeglarską, bo od 0 do 1 stopnia Skali Beauforta. Bujamy się więc na silniku, ale mamy za to piękne Słońce! O 17:00 Jesteśmy już na wyspie Tilos.

Tilos Port i cumowanie

Livadia – port na Tilos jest  znacznie bardziej zatłoczonym miejscem niż Astipalea. Wewnątrz portu nie ma miejsca, cumujemy więc rufą do falochronu. Jest tak dużo jachtów, że policja portowa każe wszystkim stojącym longside przestawić się rufą do brzegu. Nie jest łatwo. Wszyscy się przestwawiają, a kolejni doływają i czychają na wolne miejsce. My mamy już upatrzone nasze i szybko tam wpływamy. Mamy też ciekawą przygodę: podczas cumowania jakiś mężczyzna chce nam odebrać cumy na brzegu. Odpowiadamy mu, że skorzystamy z pomocy. Podajemu cumę z pętlą ratowniczą prosząc, aby tylko założył ją na poler, w praktyce drzemy się „you have loop at the end of the rope”. Gościu odrzuca mówiąc,  że nie jest odpowiedzialny za tę pętlę i mamy ją rozwiazać. Podziękowaliśmy Panu za pomoc i sami zacumowaliśmy do brzegu „z desantem”.

Tilos – wyspa małych …. słoni!

Nie wiem jak to się stało, ale nie mam żadnych zdjęć z Tilos! To naprawdę dziwne! Wyspa jest przepiękna i ma ciekawą hostorię! Tilos jest naprawdę malutką wyspeką, o której jeśli już przeczytacie w przewodniku to będą to 1-2 zdania. W 2001 roku mieszkało tu ok. 500 osób. Jest to jednostka regionalna Rodos i turyści najczęściej przypływają tu na kilka godzin szybkimi wodolotami z większych wysp.  Stolicą wyspy jest Megalo Chorio, które zostało zbudowane w miejscu antycznego miasta. Ciekawostką jest to, że w jednym z artykułów Onet.pl przeczytaliśmy, że Tilos ma być pierwszą z wysp regionu zasilaną całkowicie przez energię odnawialną. Link do artykuły znajdziecie tu.

Najbardziej jednak zainteresowała nas inna ciekawostka: podobno w epoce neolitu wyspę Tilos zamieszkiwały miniaturowe (wielkości psa) słonie! Jest tu nawet muzeum miniaturowych słoni, które można odwiedzić w sezonie.

Muzeum słoni Tilos

Będąc na Tilos koniecznie musicie odwiedzić  Bar Omonoia. Idąc pięknymi uliczkami miasta szukaliśmy miejsca na wieczorne piwo i ewentualne przekąski. Udało nam się dostać stolik w Tawernie Omonoia. Najlepsze co nas tam spotkało to właścicel – usmiechnięty, wesoły, ciepły człowiek, z którym rozmawialiśmy choba 40 minut! Warto tu zajrzeć!

Już o godzinie 0830 wypływamy w kolejne miejsce. Tak wygląda nasza żeglarska przygoda – jeden dzień jedno miejsce. Dopływamy, zwiedzamy i płyniemy dalej! O 0940 wyłączamy silnik i  stawiamy grota. Niestety jak to bywa w tym kraju nie cieszymy się długo żeglugą pod żaglami 🙂 Już o 1026 włączamy katarynę z powrotem.

Alimia – bezludna wyspa

Po drodze na Khalki zatrzymujemy się w przepięknym i ciekawym miejscu… jest to bezludna (na dzień dzisiejszy) wyspa Alimia z przepiekną zatoką. Kotwiczymy w bezpiecznej odległości od brzegu i umieszczamy na wodzie nasz ponton. Przyczepiamy do niego silnik, nalewamy paliwo i udajemy się na brzeg, a tam… odnajdujemy opuszczony kościół, w którym są jeszcze ostatnie nierozkradzione obrazy. W locji przeczytaliśmy, że ludzie mieszkali tu do II Wojny Światowej po tym czasie wyspa stała się bezludna. Brak cywilizacji sprzyja przyrodzie! Jest tu pięknie jak w raju! Zostajemy ponad godzinę i brodzimy w czyściutkiej zatoce.

 

Alimia opuszczona wyspa – kościół

Alimia opuszczona wyspa

Alimia opuszczona wyspa

Alimia opuszczona wyspa

Jeszcze później dwie godziny płyniemy na silniku, a o 1700 dopływamy do wyspy Khalki.

 Khalki Port i cumowanie

Khalki jest mocno turystyczną miejscowością. W porcie jest tłoczno i nie ma tu miejsca dla naszego jachtu. Prąd i woda zostają poza naszym zasięgiem. Musimy cumować po zewnętrznej stronie, ale z racji tego, że jesteśmy przed sezonem udaje nam się znaleźć jedno miejsce i zacumować longside do brzegu. Warunkiem postoju przy brzegu jest jednak odpłynięcie podczas cumowania promu. Część załogi kiedy nadchodzi godzina cumowania dużego (a właściwie ogromnego) promu udaje się na jacht i czeka, aż prom wysadzi pasażerów i odpłynie, aby zwolnić nasze miejsce :). Ta operacja trwa ponad godzinę, bo prom się spóźnia, jednak nikt z nas nie narzeka – jesteśmy w Grecji, po co nam zegarki…

Khalki – turystycznie

Przez akcję z promem nie mamy dużo czasu na zwiedzanie wyspy, a właściwie nie mamy go w ogóle. Udaje nam się zjeść przepyszne krewetki w jednej z tutejszych tawern i jak co wieczór wypić dobre piwko i frappe. Można zaobserwować, że wyspa jest mocno turystyczna. Co chowilę z mniejszych promów lub szybkich wodolotów wysiadają turyści z różnych zakątkó Europy i innych części Świata.

Żeglarska pogoda w drodze na Simi

O 08000 jesteśmy już na pokłądzie, aby płynąć na Simi. Udaje nam się jeszcze zakupić kilogram ryb, które zjemy po drodze na obiad. W końcu to co robimy można nazwać żeglowaniem! Porządny wiatr 4-5 w skali Beauforta umożliwia pokazanie nautycznych możliwości naszego jachtu! Po to jest on zbudowany, po to go zaprojektowali! Kiedy żeglujemy w Słońcu na dobrym wietrze czujemy się wolni i szczęśliwi! Tak samo nasza załoga! Każdy chce stać przy sterze! Każdy chce choć godzinę poczuć się Panem tego jachtu – wziąćster we własne ręce – w końcu wiadomo o co chodzi 🙂 Droga na Simi jest piękna i malownicza – będąc już u brzegów wyspy widzimy wzniesienia sięgające do 1600 m.n.p.m.

Simi port i cumowanie

Port na Simi jest dosyć duży i pomieści sporo jachtów. Płynąc tu nie musimy się raczej martwić, że nie będziemy mieli miejsca. Port jest dobrze osłonięty przed Meltemi i falą. Cumujemy rufą do nabrzeża jak zawsze używając kotwicy. Prąd jest na nabrzeżu, wodę dowożą cysterną. O 1600 jesteśmy już zacumowani, a o 1800 mamy już całe zbiorniki uzupełnione wodą.

Symi wpływamy do portu

Simi – gąbki, zorba, metaxa i owoce morza

Nasz pobyt na Simi można podsumować tak – co było na Simi zostaje na Simi. A zaczęło się naprawdę niewinnie…

Po dopłynięciu do portu poszliśmy zwiedzać wyspę. Choć jest ona niewielka, ma bogatą historię. Mieszkało tu kiedyś więcej ludzi niż na pobliskim, wielkim Rodos. Po dziś dzień widać, że miejsce to słunie z poławiania gąbek – można je kupić na każdm straganie. Jednak kiedyś wydobywano ich znacznie więcej! Od XVII do XIX w. to właśnie dzięki połowom gąbek wyspa była bogata i mieszkało tu ok. 30 tys. ludzi! Przemierzając uliczki Chory rzucają nam się w oczu neoklasyczne domy – jedne są pięknie wyremontowane i zadbane, a inne niedługo się rozpadną. Znajduje się tu Moni Taxiarchis Michail Panormitis – monastyr otwierany tylko z okazji wielkich świąt, w którym znajduje się muzeum i ikona Michała Archanioła – patrona wyspy i żeglarzy.

Kiedy dochodzi wieczó postanawiamy wybrać się na kolację. Wcześniej jednak warto wspomnieć, że płynąc na wypę „ścigaliśmy” się z innym jachtem. Okazało się, że kiedy usiedliśmy w tawernie O Haris owa jednostka stała naprzeciwko. Jej kapitanem był… polak mieszkający w Kanadzie. Usiedliśmy razem z drugą załogą na kolacji i rozmwialiśmy o naszych podróżach po Grecji. Tawernę O Haris z całego serca polecamy! Zjedliśmy tam przepyszne ryby! Po kolacji natomiast nie poszlismy na jacht, ale zwiedzać okoliczne bary. Jest ich tu naprawdę bardzo dużo. W naszej głowie szumiało już piwo Alfa i Mythos oraz trochę Ouzo. Poprosiliśmy barmana, aby nauczył nas tańczyć Zorbę. Tym sposobem nasza cała załoga przed lokalnym barem tańczyła Zorbę z właścicielem baru. W drodze na jacht w pobliskim sklepie wytargowaliśmy jeszcze niezłą cenę Metaxy, którą ledwo co donieślismy na miejsce. Simi sprzyja integracji, a ostatnie dni rejsu zawsze są najlepsze – załoga już zgrana, każdy już trochę spiracony czuje się swobodnie. DLaczego to trwa tak krótko?

Drugiego dnia robimy jeszcze mały spacer na wzgórze, na kórym znajduje się Monastyr, i z którego roztacza się przepiękny widok na zatokę.

Widok na zatokę

Symi widok na zatokę

Symi widok na zatokę

Kierunek Rodos

O godzinie 1100  wypływamy do ostatniego portu naszej drugiej wyprawy . W pełnym słońcu i przy lekkim wietrze (1-2 B) żeglujemy w stronę Rodos. Zawsze ostatni dzień rejsu jest smutny. Musimy pożegnać się z załogą, a przecież dopiero co wszyscy zaczęliśmy się poznawać i swobodnie czuć w swoim towarzystwie!

Charakterystyczne wieże zwiastują, że do portu Rodos jest już blisko.

Rodos

Rodos port i cumowanie

Port w Rodos (nowy), a właściwie marina jest ogromny! Jest to jak na razie jedyna „normalna” marina w Grecji. Są prysznice i umywalki z prawdziwego zdarzenia, jest obsługa portu, recepcja jest nawet bosman, który pomógł nam naprawić zepsuty pilot do windy kotwicznej. Jest knajpa, supermarket, a nawet kosmetyczka i fryzjer 🙂 Wszystkie informacje i aktualny cennik znajdziecie tu.

Po zacumowaniu w porcie udajemy się na stare miasto Rodos. Tutaj dzieje się rzecz niezwykła – znajomi, którzy nie widzieli się „kupę lat i więcej” z wodnej drużyny harcerskiej spotykają się na wymianie załóg! Wszyscy razem już udajemy się na ostatnią kolację. Czy żeglarstwo to nie jest piękny sport?

CDN.

Linki:

Santorini

Port

Tawerna Dimitris

Tawena Blue Sky

Astipalea

Port 

Tawerna Kolokytha 

Tawerna Castro

Nissiros

Port

Bar Voulcano

Captains House

Tilos

Port

Oficjalna strona wyspy

Omonoia Bar

Khalki

Simi

Port

Tawerna O Haris

Rodos

Port

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *