GRECJA 2018 CZ. III RODOS-KRETA

Grecja Epizod Trzeci

Nowi ludzie, nowa przygoda! Jednak zanim wypłynęliśmy z portu mieliśmy spore problemy z dokumentacją dotyczącą wymiany załogi….

Załoga już na jachcie czeka na wypłynięcie!

Czarterując jacht po raz drugi na cztery tygodnie w solidnej firmie (chodzi o Armtora z Grecji) spodziewaliśmy się, że wszystkie dokumenty i papiery będą w porządku, a przynajmniej znajomość zmieniających się przepisów. Szczerze mówiąc do dziś nie wiemy dlaczego właściwie musieliśmy czekać na odpowiednie dokumenty 10 godzin w Port Police na Rodos…, ale od początku.

Jak zwykle przy zmianie załogi udaliśmy się do Port Police, aby złożyć listę wymiany załogi. Przypomnijmy, że:

-nasz jacht pływa pod grecką banderą

-pływamy tylko po greckich wodach

-wymiana załogi odbywa się według wczesniej załączonych list, które jeszcze przed rejsem trafiły do armatora

Okazało się jednak, że jest DUŻY problem ponieważ nie mamy wystarczających (odpowiednich) dokumentów, które powinny znajdować się z dokumentami naszego jachtu. Próbujemy dowiedzieć się o cochodzi. Panie i Panowie Urzędnicy… również próbują się tego dowiedzieć. Nie mogąc się dogadać dzwonimy do naszej Pośrednik (wspaniała i bezkonkurencyjna Pani Magda) która jak zwykle szybko reaguje i właścicielka naszej greckiej firmy czarterowej kontaktuje się z Urzędnikami. Okazuje się, że:

-powinniśmy mieć dołączoną wcześniej listę wszystkich załóg z dokładnym miejscem gdzie te załogi się wymieniają

(a takie listy mieliśmy załączone, ale NIE NA TAKICH DRUKACH JAK POWINNO BYĆ)

Właścicelka firmy przesyła nam na maila druki, my idziemy do ksero wydrukować, wypełniamy druki i płni nadziei załączamy druki do naszej dokumentacji. Powinno być OK…, ale nie jest. O co dokładnie chodziło nie wiemy my, nie wiedzieli Urzędnicy, kórzy tłumaczyli, że „przepisy niedawno się zmieniły i jeszcze nie mają dopracowanych szczegółów postępowania”. Ze zwiedzania Rodos nici, nasza załoga wspierała nas baaardzo mocno i jakoś przetrwaliśmy bez większych nerwów. Z portu wypłynęliśmy następnego dnia.

Rodos twierdza i stary port

Kierunek KHALKI!

Wstajemy wczesnie rano, a o 0800 mamy już przeszkolenie z bezpieczeństwa na jachcie i zapoznanie z środkami ratunkowymi – każdy z załogi musi wiezieć min. gdzie znajduje się jego kamizelka ratunkowa i jak założyć i używać szelek. Poza tym osobom, które są pierwszy raz na jachcie opowiadamy podstawowe rzeczy o jednostce – gdzie znajduje się toaleta, instrukcja spuszczania wody, używania kuchenki gazowej itd. Wszystko najważniejsze na początku, a potem stopniowo, żeby nie przeciążyć załoganta który jest przeciez na wakacjach! Opuszczamy Rodos udając się w cudowny rejs na Kretę! Po drodze jednak będą niesamowite miejsca!Ponad siedmiogodzinna żegluga upływa w najlepszej atmosferze! Część osób znamy już z poprzednich rejsów i to z nimi przeżyliśmy sztormową prygodę podczas żeglugi na Mykons, o której możecie przeczytać tutaj. Płyniemy 35 Mil głównie na silniku, bo wiatry mamy baaardzo słabe. Znów jesteśmy na wyspie Khalki, to tu trzy dni temu uciekaliśmy przed promem 🙂 Tym razem udaje nam się zacumować w porcie Khalki!

Keja rozstawiana jest tutaj tylko na wysoki sezon, także my zacumowaliśmy przy użyciu kotwicy do betonowego pirsu na lewo od wybrzeża promowego.

Po zejściu na ląd jemy pyszną kolację, która składa się głównie z owoców morza i wpominamy nasze minione rejsy lub planujemy kolejne etapy tego, na kórym jesteśmy!

Płyniemy od 0720, poranne, wschodzące Słońce wita nas, żeglarzy pijących pyszną kawę. Mamy cudowny, żeglarski dzień! Możemy od razu postawić żagle ! Po drodze nie obyło się bez przygód! Nasz załogant próbując przywiązać dinghy trącił łokciem pławkę świelną i wpadła nam do wody! W lekkiej panice zerwało się również dinghy i robiliśmy podwójne podejście do człowieka na sporym wietrze i fali, ale… UDAŁO SIĘ! Kilka podejść i na pokładzie mamy dighy oraz pławkę. Od jakiegoś czasu wyposażamy się na rejsy w krzyżówki, wiecie… takie 200-300 panoramicznych. W dzisiejszych czasach, kiedy każdą odpowiedź mamy w telefonie, a wujek Google wszystko wie, to świtny trening dla mózgu! I do tego bardzo fajny sposób na integrację ząłogi! Płyniemy cały czas  kursem 200, a o 1615 cumujemy na wyspie Karpatos.

Karpatos port i cumowanie

Port w Karpatos jest (jak na greckie warunki) całkiemsporym portem, gdzie cumuje się przy użyciu kotwicy do betonowego nabrzeża. Port jest chroniony falochronem, więc powinno być to bezpieczne miejsce, jednak według locji przy wiatrach o sile większej niż 5 B (zwłaszcza północnych i północno zachodnich) lepiej zacumować w innym miejscu np. w zatoce przy plaży. W środku portu cumuje prom oraz jest mnóstwo łodzi rybackich. Niestety w czasie kiedy my byliśmy (kwiecień/maj 2018) nie było wody w całym porcie, ale za to można było podłączyć się do prądu.

Plan mariny Pigadia na wyspie Karpathos źródło:http://www.cruiserswiki.org/wiki/Karpathos

Port na wyspie Karpathos

Zaaresztowany jacht w porcie Pigadia na wyspie Karpatos

Łódź rybacka w porcie na Karpathos

Karpatos grecki raj

Klejnego dnia z samego rana wypożyczamy samochód i jedziemy na wycieczkę. Zwiedziliśmy już sporo greckich wysp: te bardziej znane: Santorini, Mykonos, Rodos, Hydra oraz mniej: Ios, Folegandros, Kithnos…, ale Karpathos, to miejsce wyjątkowe, magiczne, łączące górskie krajobrazy z pięknymi morskimi zatokami z seledynową wodą.

Z portu udajemy się do wioski Olympos – jest to średniowieczna wieś położona za górami na północnych skałach wyspy. Jedziemy 42 kilometry po górskich drogach – serpentyny i urwiska po jakimś czasie nie robią już na nas wrażenia. Zatrzymujemy się, aby podziwiać niesamowite widoki. Góry – i to nie byle jakie, bo jak na wypy bardzo wysokie łączą się z morzem.

Przystanek w drodze do wioski Olympos

Widoki po drodze do wioski Olympos

Olympos, to  wieś która jest odizolowana od komeryjnej części wyspy. Z tego pewnie powodu widzimy tu tradycyjnie ubrane starsze Panie, których stroje skłądają się z czarnych sukien i kolorowych nakryć głowy. Dawniej jedynym sposobem dostania się do tej mieściny było dopłynięcie do najbliższego portu – Diafani i męcząca wspinaczka po górskich drogach. Tradycja i zwyczaje są tu zchowane do dziś, a nawet charakterystyczny grecki dialekt.

Górska wioska Olympos

Domki w wiosce Olympos

Płaskorzeźby na budowlach w Olympos

Makarones – tradycyjna potrawa z Olympos

W przewodniku czytamy, że koniecznie trzeba zjeść tutaj jedną z potraw – makarones, czyli makaron z białym serem kozim i skwarkami. Coś ala nasze pierogi ruskie. Ja zakupuję u starszej Pani tradycyjną chustę, identyczną jaką noszą tutejsze kobiety. Widziałąm jak Greczynki doszywają do nich złote cekiny, takie pamiątki są dla mnie najcenniejsze! Idąc z chustą w dłoni zczepia mnie inna Pani, która pokazuje jak wiązać chustę na głowie. Udało nam się nagrać filmik, zobaczice sami!

Mieszkanka wyspy Olympos pokazuje tradycyjny sposób wiązania chusty

Takie małe rzeczy, a dają tyle radości! Wioska Olympos to była prawdziwa perełka na naszej mapie greckich wypraw, dała nam do zrozumienia, że na Świecie jest mnóstwo miejsc, w których ludzie nie pędzą, w których tradycja, uśmiech i dobroć są na pierwszym miejscu! Brak tu wielkich galerii, reklam i konsumpcji na masową skalę, są piękne widoki, pyszne, proste jedzenie i mnóswo serdeczności!

Wracając z Olympos zatrzymujemy się w kolejnym cudownym miejscu – zatoce z piękną plażą i przejrzystą wodą. To miejsce jest tak piękne, że chcemy zostać tu na zawsze! Robimy milion zdjęć i wyoczywamy, pływamy i opalamy się – korzystamy z życia!

Zatoka z plażą na Karpathos

Zatoka z plażą na Karpathos

Do portu wracamy wypoczęci i szczęśliwi. To był intensywny dzień, ale było WARTO! Idziemy wcześnie spać, bo jutro z samego rana czeka nas długi przelot na Kretę. Przed spaniem musimy jednak uzupełnić wodę – ponieważ nie ma tutaj w porcie możliwości napełnienia zbiorników idziemy do sklepu i kupujemy tyle wody ile się da. Pomaga nam (przeożąc nas z towarem) instruktor nurkowania, który opowiada o swjej pracy na Karpatos.

Kreta – grecki kolos

Pobudka! I już o 0530 wypływamy z portu i żegnamy piękną wyspę. Przed nami kilka godzin żeglugi, a wiatr…jakby tu powiedzieć raz jest, a raz go nie ma. Przed godziną 0800 stawiamy żagle korzystając z wiatru, ale już po godzinie „zwijamy się” i odpalamy silnik. No cóż, przynajmniej nie pada 😉

Na Krecie jesteśmy o godzinie 1930, czyli 14 godzin na morzu za nami. Po wspaniałym, dzikim Karpatos doznajemy lekkiego szoku cywilizacyjnego – jesteśmy na jednej z najbardziej turystycznych wysp w Grecji.

Port i cumowanie

To druga po Rodos bardzo normalna, chorwacka marina. Jednak cena jaką płacimy tu za postój nie jest adekwatna ani do obsługi ani do tego co oferuje. Cumowanie jest wygodne: do kei i przy użyciu muringu. Możemy spodziewać się pomocy bosmana.

Plan mariny Ay Nikolaos źródło: http://www.marinaofagiosnikolaos.gr

Port Iraklion na Krecie

Po zejściu na ląd szybko uzupełniamy zapasy wody. Cumujemy wieczorem i nie udaje nam się dostać kluczyków do WC i pryszniców. Jakimś cudem jednak korzystamy z tych dogodności, a rysznic większość z nas bierze na jachcie. Kiedy jesteśmy czyści i pachnący idziemy na podbój miasta.

Agios Nikolaos jest jednym z najczęściej odwiedzanych miast na Krecie – i na nas robi duże wrażenie! Położone jest w zatoce Mirabello, a w centrum miasta nad jeziorem znajdują się łodzie rybackie. Panuje tu duży ruch, ale widać, że miasto zachowało swój klimat. W starożytności jak i za czasów Wenecjan miasto było bardzo ważmym portem. To właśnie Wenecjanie nadali miejscowości nazwę, która wywodzi się od budowanego tu w X i XI wieku kościoła pod wezwaniem Św. Mikołaja (Ay Nikolaos). Zatoka mirabello (wł. piękny widok) także została nazwana przez Wenecjan. Kiedy wyspa przezła pod panowanie Turków miasto upadło – zniszczona zostałaforteca, a port stracił na znaczeniu. Dziś jednak misto życje min. dzięki promom dopływającym tu z Aten, Dedokanezu i Cyklad.

Gąbki przy łodziach rybackich w Iraklionie

Centrum miasta to duży wybór tawern, barów i sklepów z pamiątkami, ubraniami i dosłownie wszystkim! Nam udaje się zjeść pyszne, greckie jedzenie w restauracji Blue Lagoon. Najedzeni i pełnik emocji wracamy na jacht i padamy na koje 😉 Jutro kolejny port na Krecie!

Heraklion- wodne szaleństwa!

Choć dziś będziemy cumować na tej samej wyspie do przepłynięcia mamy spory kawałek – Kreta to największa z greckich wysp i jej opłynięcie spokojnie wystarczyłoby na jeden osobny rejs. My skupiamy się na jej północnej części. O 0830 opuszczamy Ay Nikolaos i płyniemy do Heraklionu. Po drodze dlapewności dolewamy ropy z zapasowego zbiornika znajdującego się w baiście. O 1650 jesteśmy już w Heraklionie.

Port i cumowanie

Cumujemy w głównym porcie (zwanym również Weneckim Portem lub Starym Portem) do betonowego nabrzeża. Jest tu długi falochron, na którego końcu znajduje się twierdza. Są tu pirsy przeznaczone dla jachtów a w głębi portu znajduje się miejsce dla łodzi rybcakich. W porcie jest tawerna, ale wychodząc na pirs jesteśmy kilka kroków od głównego deptaka prowadzącego do centrum.

I my robimy właśnie tak: idziemy do Centrum miasta, a właściwie do pierwszego miejsca gdzie dają dobre greckie piwo Alfa 😉 Siadamy w kawiarni Melba Salyt & Sugar, która przez kolejne 3 dni stanie się naszym ulubioną destynacją. Dają tu nieziemsko dobre naleśniki z białą czekoladą, gofry i oczywiście piwo 🙂

Heraklion jest piątym co do wielkości miastem w Grecji, aby je dobrze poznać i zwiedzić trzeba mieć czas. Miasto zostało bardzo zniszczone podczas II wojny światowej, a nowe budowle nie wyglądają estetycznie, jednak spacerując ulicami Heraklionu daje się poczuć charakter i moc tego miejsca. Jak większość dużych, greckich miast jego siła skumulowana była w porcie…

Na pczątku port ten służył ośrodkowi w Knossos oddalonemu od mista 5 km. To właśnie w Knossos znajduje sę jedna z największych atrakcji wyspy – minojski pałac, którego pochodzenie sięga 2000 lat p.n.e. Ulegał kolejnym zniszczeniom  (trzęsienia ziemi pożary, wojny) i był odbudowywany. Z pałacem związany jest mit o labiryncie i Minotaurze. Dziś pałac jest zrekonstruowany i udostępniony do zwiedzania (trzeba mieć co najmniej 2 godziny!). W kolejnych epokach port i miasto Heraklion przejęli Wenecjanie, któzy wznieśli tu fortecę strzegącą tego miejsca. Dziś możemy podziwiać budynek z XVI w – poprzedni zniszczyło trzęsienie ziemi. Było to główne strategiczne miejsce podczas najazdu Turków (1648-1669). Po najazdach miasto zostało oddane w tureckie ręce.

W mieście znajdują się również takie zabytki jak: arsenał z XVI w., mury miejskie z wieloa bramami min. Porta Kornarou (18 m wysokości i 40 m szerokości). W południowej części murów niedaleko bastionu Martinego znajduje się grób Nikosa Kazantzakisa autora Greka Zorby.

Jednym z najciekawszych obiektów jest muzeum archeologiczne. Wiele cennych znalezisk z całej Krety trafiło właśnie tutaj. Oprócz Muzeum Archeologicznego znajdują się również Muzeum Historyczne Muzeum Sztuki Sakralnej oraz Muzeum Przyrodnicze.

My jednak zamiast zwiedzania, ba! A nawet żeglowania w piątkowy poranek –  wybieramy lenistwo. Wypożyczamy samochód i jedziemy do Aquaparku!! Udaje nam się dojechać do jednego z czynnych Wodnych Parków – Water City. Spędzamy cały dzień na zjeżdżalniach, basenach, rwących rzekach i innych wodnych szaleństwach. Czujemy się jak małe dzieci biegając z wielkimi kołami i wyzywając się: kto szybciej kto dalej, kto więcej. Taki dzień był nam potrzebny! Z wielką energią wacamy na jacht na ostatnią – pożegnalną kolację.

Tawerny:

Blue Lagoon (Ay Nikolaos Kreta)

Melba Salt & Sugar (Heraklion Kreta)

Porty:

Khalki

Karpathos

Kreta Ay. Nikolaos 

Kreta Iraklion

Atrakcje:

Water City (Kreta Heraklion)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *