GRECJA 2018 cz. IV KRETA-ATENY

Jak to możliwe, że czas leci tak szybko? Przed nami ostatni etap naszej greckiej przygody! Załogę trzeciego rejsu żegnamy na Krecie. Maję i Szymona zawozimy do Chani wynajętym samochodem i zostawiamy w hotelu, a my jedziemy odpocząc chwilę na plaży i do Lidla robić zakupy dla następnych żeglarzy.

Kreta, Chania

Kreta Chania

Tym razem kupujemy więcej płatków i „kremusiów”, ale również owoców, bo… naszymi załogantami będą również dzieci! Mamy to szczęście, że będziemy żeglować z ośmiolatkami! Nigdy nie żegowalismy po morzu z dziećmi więc mamy trochę obaw, ale lubimy wyzwania i jesteśmy nastawiemi pozytywnie. Artykuły spożywcze wrzucamy do kosza automatycznie, po tylu rejsach wiemy już jakie produkty się sprawdzają czego nie może zabraknąć i co gdzie leży na lidlowych półkach. Wszystko ładujemy do samochodu i jedziemy po kolejną załogę! Po drodze zatrzumujemy się na chwilę na plaży, dobrze sobie poleżeć na gorącym piasku! Naszych załogantów spotykamy w wypożyczalni samochodów. Właśnie oodają auto, którym dojechali z lotniska i zwiedzili wyspę. Jedziemy wszyscy razem na nasz jacht!

Krótki odpoczynek na plaży

Wypływamy w niedzielę około południa. Znów napotkaliśmy problemy z naszymi dokumentami jednak po około dwóch godzinach udało się uzyskać zgodę na wypłynięcie. Najpierw przestawiamy nasz jacht do betonowego nabrzeża – uzupełniamy paliwo. Cysterna z paliwem przyjechała pod nasz jacht i bez problemów zatankowaliśmy Diesla. Opuszczamy Iraklion i Kretę, ale z dużym niedosytem i chęcią opłynięcia wyspy dookoła!

Już po dziesięciu minutach grot i genua idą do góry. Stawiamy żagle! Trafiamy dziś na cudowną, żeglarską pogodę (żeglarska pogoda według nas to słońce i wiatr, którego kierunek nam sprzyja, a prędkość pozwala na szybkie, ale bezpieczne żeglowanie). Po dwóch godzinach żeglugi cumujemy na tajemniczej wyspie Dia.

Dia-Port i cumowanie

Kiedy dopływamy do wyspy czyli ok. 16:00 w zatoce znajduje się sporo łodzi rybackich i komercyjnych, turystycznych małych statków. Postanawiamy zacumować na kotwicy, a kiedy zwolniło się miejsce przy drewnianym pomoście szybko przestawiliśmy jacht longside do kei.

Wyspa Dia, strzałką zaznaczone jest miejsce naszego cumowania, źródło: OpenCPN

 

Nasz jacht zacumowany w zatoce, wyspa Dia

Dia – bezludna jaszczurka

Mała wyspa Dia, która ma zaledwie 12 kilometrów kwadratowych oddalona jest 6 Mil morskich od Heraklionu. Wyspa jest niezamieszkana od czasu do czasu można tutaj zobaczyć biegającą dziką kozę. Znajduje się tutaj mały kościółek Agios Geogrgios mieszczący się nad zatoką Agios Georgios – jedynej, w której można zacumować. Krajobraz wyspy jest bardzo surowy – przeważają tu skałki i niskie krzewy. W starożytności wyspa dgrywałą ważną rolę dla nawigacji morskiej. W czasach minojskich wyspa była zaludniona, aw pobliżu zatoki Agios Georgios powstała osada portowa. Wyspa swoim wyglądem przypomina jaszczurkę i właśnie z tym faktem związany jest mit o tym miejscu. Podobno Zeus, obrnił Kretę przed wielką jaszczurką, która chciałą pożreć wyspę. Król Bogów rzucił grom w jaszczura i zostawił go na morzu.  

Dia, wyspa nieopodal Krety

Powrót na Santorini

Pobudka o 0600, wypływamy o -630 .Przed nami dwanaście godzin żeglugi. Na życzenie naszej załogi powrót do Aten planujemy przez Santorini. Po drodze nie ma gdzie zacumować dlatego bardzo dokłądnie przygotowujemy załogę na ten przelot. Kurs niezmiennie 10 stopni. Posejdon nam sprzyja, mamy piękną pogodę i dobry wiatr. Po drodze rozwiązujemy zadania z podręczników do podstawówki i … chyba jesteśmy lepsi w żeglowaniu 🙂

Santorini – Port i cumowanie

Około 1800 jesteśmy już w porcie, tym samym do któego wpłynęlismy z pierwszą załogą. W pierwszym wpisie nie napisaliśmy nic o cumowaniu na Santorini więc trochęo tym teraz.

Jeszcze przed wpłynięciem do portu w miejscowości Vlichada, znajdującej się w południowe jczęści wyspy musicie uważać na głębokości. My wyczytaliśmy w locji, że jest tu chwilami bardzo, bardzo płytko. Ploter z mapą mieliśmy przy stole nawigacyjnym, a nie przy sterze więc jeszcze bardziej musielismy uważać. Nie wiemy, czy to przez naszą szczególną uwagę, czy może pogłębienie nie zatrzymalimy się na mieliźnie. Głębokościomierz też nie wskazywał krytycznych wartości. Jednak uwagi nigdy za wiele.

I teraz port… Port na Santorini, to nie piękna jak z obrazka wygodna marina. Właściwie na wyspie nie ma mariny. Tutaj, w miescu gdzie cumowaliśmy bez przerwy pływałay komercyjne, turystyczne katamarany wżące turystów na wulkaniczne wysepki i szybko wracające. Byliśmy pod wrażeniem jak sternicy manewrują katamaranami w portach. Cumując tutaj trzeba zaczekać na bosmana, który dokłądnie powie gdzie mamy stać. Najczęściej będziemy przycumowani do innej łodzi jako drudzy, trzeci, czwarci… W każdym razie poza sezonem miejsce się znalazło. W porcie nie było pryszniców, toalety jako-takie. Szału nie ma.

Na tym turnusie na Santorini zacumowalismy do nabrzeża (staneliśmy longside). Mieszko szybko zeszedł z jachtu, a cała załoga została. W tym czasie podszedł do nas Grek (jak się okazało bardzo ważny, ba! Najważnieszy w tym porcie) i powiedział, zdejmując już nasze cumy, że natychmiast mamy przestawić jacht. Odpowiedzieliśmy, że nie ma naszego kapitana i musimy poczekać na niego. Grek się wściekł i bardzo głosno wykrzyczał „I’m THE KING here”. Na szczęście Mieszko był już prawie przy jachcie i szybko prestawiliśmy jacht cumując do innej łodzi.

Port Vlychada na Santorini, źródło:http://www.cruiserswiki.org/

Nasza załoga jedzie zwiedzać wyspę. My cały dzień spędzamy oglądając fimy na jachcie i w znanej nam już tawernie Dimitris. Całą wycieczkę po Santorini opisaliśmy już tutaj. Jest to niewątpliwie piękna wyspa, a miejscowość Oia jest oryginalna i bardzo fotogeniczna. Jednak rozmawiając o wszystkich zwiedzonych przez nas wyspach bardzo rzadko podajemy Santorini jako tę „jedną z najpiękniejszych”. Fakt nie każdy ma to szczęście, że może zwiedzić te małe, pełne uroku i greckiej kultury miejsca gdzie nie dolatuje samolot, a dostać się można jedynie lokalnym promem lub jachtem. Jeżeli jednak macie choć tochę czasu i okazję by zobaczyć choć jedną z wysp mniej koercyjnych takich, o których nie piszą w prewodnikach lub jest o nich tylko wzmianka – NAMAWIAMY GORĄCO!

Zanim wypłyniemy na szerokie wody robimy drugie podejście do wulkanicznej Nea Kameni. Chcemy zobaczyć krater wulkanu… niestety zacumowaliśmy w złym miejscu i udaje nam się tylko zrobić mały spacer po wulkanicznych skałach. Jednogłośnie podejmujemy decyzję, że chcemy płynąć dalej.

Santorini widok od strony wody

Widok z Nea Kameni

 

Nasz jacht zacumowany podczas wycieczki na wulkan

Skok na IOS

Dalej na wyspę Ios! Nasza żegluga trwa siedem godzin. W tym czasie robimy grecką musakę. Podobno była lepsza niż w tawernie 😉

Nasza przepyszna musaka!

Imprezowe Ios i cumowanie opisaliśmy dokładnie tutaj.

Ios – koty wypoczywają po ciężkim dniu

Urocze uliczki na wyspie Ios

Klimatyczne miejsca na Ios

Nowa Wyspa, nowe wody

Z Ios robimy skok na Paros, wyspę, na której jeszcze nas nie było ( a takich z roku na rok robi sięcoraz mniej!). Jest środa, około godziny 0930 wypływamy na Paros. Grot i Genua od razu idą w górę, mamy warunki do dobrego żeglowania. Jednak przelot nie jest duży, a my będziemy mieli trochę czasu, aby pozwiedzać wyspę.

Znak odosobnionego niebezpeczeństwa przy wpływaniu do portu na Paros

Paros port i cumowanie

Cumujemy w miejscowości Parikia – największym porcie na Paros. Ruch jest tutaj dosyć spory co jakiś czas przypływają o odpływają duże, turystyczne promy. Udaje nam się znaleźć chyba ostatnie miejsce przy betonowym nabrzeżu pośród innych jachtów.  Cumujemy przy użyciu murinów wciskając się pomiędzy inne jednostki. W sezonie ze znalezieniem miejsca może być tu niemały problem.

mapa Paroiki, źródło: Open CPN

Port na wyspie Paros

Paros

Paros to przepiękna, duża wyspa która jest trzecią co do wielkości wyspą Cyklad. Ze słynnego marmuru, który był stąd transportowany w czasach starożytności został wyrzeźbiony posąg Wenus z Milo. Od innych wysp wyróżnia ją duża dawka zieleni. Może dlatego turyści bardzo chętnie wybierają Paros jako cel swich wakacji? Silne wiatry  i dobre warunki przyciągają u windsurferów z całego Świata. Po zacumowaniu postanowiliśmy wynając skuter i objechać wyspę bez planu – po prostu jechać gdzie nas poniesie. Chcieliśmy jeszcze raz poczuć grecki klimat: słońce, wiatr, greckie bezdroża… rzucić okiem na białe budowle, rozsypane po wyspie i piękną, niebieską wodę… Grecja jest cudownym miescem!

Paros

Parikia to stolica wyspy i żywy port nad urokliwą zatoką. Naszą uwagę zwrócił wspaniały, biały wiatrak który jest charakterystyczny dla cykladzkich miejscowości. Miasto liczy ok. 4,5 tys mieszkańcow i jest bardzo urokliwe. Wąskie uliczki rozchodzą się od placu Mavrogenous gdzie dzieci bawią się, a starsi prowadzą długie rozmowy. Nieopodal placu znajduje się jeden z najważnieszych cykladzkich zabytków kościół Ekatondapiliani (stubramny). Wiąże się z nim pewna legenda: podobno w IV w. wybudowała go św. Helena w podzięce za ocalenie z burzy morskiej. Dziś nie sposób jej nie zauważyć: kamienno-ceglana budowla z czerwonądachówką wyróżnia się na tle białych budowli.

Paros

Jadąc skuterem na druga stronę wyspy mijamy malutkie miejscowości

Jadąc na drugą stronę wyspy mijamy malutkir miejscowości, wśród których bardzo ważnym miejscem jest Marathi. To tutaj znajdują się słynne antyczne kamieniołomy marmuru, który był tworzywem do stworzenia wielu dzieł sztuki. Jadąc dalej mijamy kolejne przepiękne miejscowości oraz miejsca gdzie suferzy mogą oddać się swojej wodnej pasji. Drogi są puste, od czasu do czasu przejedzie jakiś inny skuter. Taka wicieczka pozwala nam się jeszcze nacieszyć greckimi widokami.

Kithnos – ostatnia wieczerza

Ostatnią wyspą, a właściwie miejscem, które chcecmy odwiedzić jest tawerna Cavo doro na Kithnos. Chcemy po raz ostatni na tym resie spróbować wspaniałych owoców morza i innych greckich przysmaków. Jestesmt nastawieni na dobre jedzenie, ciepłe źródła i wspaniałą atmosferę. Jeszcze nie wiemy że nasze plany zstaną pokrzyżowane…

Z Paros wypływamy o 0730. Mamy dłuższy przelot do zrobienia. Po drodze spotykamy trałujący kuter.

Dopływając do Loutry  na Kithnos ok. 1730 już z daleka widzimy jachty kotwiczące w zatoce. Nie wróży to nic dobrego – w porcie nie ma miejsca, a zatoka jest pełna jednostek. Oznacza to, że albo cumujemy pośród innych jachtów w zatoce, albo płynemy do innego portu. Jsteśmy trochę zmęczeni, ale podejmujemy decyzję, że płyniemy dalej. Chcemy ten ostatni dzień spędzić wygodnie. I tak dopływamy do miejscowości Meriha…

Kithnos Meriha port i cumowanie

Merihas to miejscowość położona po zachodniej stronie wyspy. To tutaj dopływają promy, które przywożą miejscowych i turystów na wyspę Kithnos. Jest to dobre miejsce do schroniena przed meltemi, które wieje z północnego wschodu. Cumujemy rufą do nabrzeża, a głębokość w porcie wynosi od 3 do 0,5 metra.

 

Najlepsze mięso w naszym życiu

Okolice miejscowości nie jest zbyt atrakcyjna, ale chcielibyśmy Wam opowiedzieć o najlepszym mięsie jakie jedliśmy w życiu! Po zacumowaniu poszliśmy na zwiady. Trafiliśmy do sklepu z ręcznie wyrabianymi i malowanymi naczyniami i oczywiście kupiliśmy na pamiątkę talerz z charakterystycznym wzorem – pięknymi liśćmi oliwki. Pani, która sprzedała nam te wyroby pochwaliła się zdjęciem swojego Taty, na którym widać jak tworzy gliniane naczynia. Takie pamiątki są najcenniejsze!

Zdjęcie, powieszone w jednym  ze sklepów z pamiątkami

Port Meriha na wyspie Kithnos

Kot, który odwiedził nas wieczorem

Jednak po kilku godzinach zaczęliśmy szukać czeoś do jedzenia. Dotarliśmy do tawerny położonej na końcu konców wszystkich tawern. Nie znajdziecie jej na Trip Advisor, Facebook w ogóle nie ma strony internetowej. I to jest własnie piękne na greckich, mniej turystycznych wyspach! W każdym razie usiedliśmy na tarasie, przy stole nakrytym kraciastym „obrusem” (czyli matą, którą rozkładają grecy przypinając ją do stołu klamerkami). Zapytaliśmy kelnera o najlepesze jedzenie i polecił nam mięso. Uwierzcie nam TAKIEGO MIĘSA jeszcze nie jedliście! Zachęcamy, jeżeli tylko tu będziecie, żebyście wstąpili do tawerny To Kantouni.

Czas powrotów

O 0730 wyruszamy z Kithnos trasą dobrze nam znaną. Trasą, którą w zeszłym roku zrobilismy osiem razy, trasą, która jest dla nas oznaką, że rejs się kończy. To dziś 18 maja 2018 roku zamykamy Wielką Pętlę Grecką. Płyniemy do Aten, gdzie w Tawernie Skippers Bar wypijemy piwo, wino, ouzo i frappe. Pośród gwaru innych załóg będziemy rozmawać o tym co widzieliśmy i snuć plany na kolejne rejsy.

Wiem, że są ludzie, którzy zorganizowali mnóstwo rejsów w swoim życiu i są ekspertami od tego… Dla mnie jednak zorganizowanie takiego rejsu, gdzie:

jednen dzielny jacht Va Via przepłynie prawie 500 Mil morskich

w zmieniających się załogach przygodę z nami przeżyje 20 wspaniałych ludzi

zwiedzimy 16 niesamowitych wysp

organizacja trasy, dokumentów, jedzenia, pościeli, sprzątania między wymianami załóg (nie wracaliśmy ciągle do tej samej bazy i sami organizowaliśmy wszystko) była dla nas, a przynajmniej dla mnie dużym wyzwaniem.

Jednak najbardziej, naj, naj, naaaaaj… zalezy mi na ym, aby każda K-A-Ż-D-A osoba, która z nami pływa: czy to doświadczony Wilk Morski, czy Świeżynka, która pierwszy raz jest na jakimkolwiek obekcie pływającym czuła się komfortowo i spędziła jedne z najlepszych chwil w życiu. Jeżeli choć trochę nam się to udaje, jest to na pewno ważniejsze niż widok zachodu Słońća nad Santorini, pyszna kolacja na Kithnos, widok niesamowitych skał na Milos czy cudowne Foleganzdros…

DZIĘKUJEMY!

Santorini:

Marina Vlychada

Tawerna Dimitris

Ios

Port

Paros

Port

Kithnos

Port Meriha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *