CHORWACJA, ŻAGLE I JOGA

Ostatnie dwa rejsy, które organizowaliśmy były dla nas prawdziwym wyzwaniem. Jesteśmy przygotowani na współpracę z wiatrem, wodą i różnymi ich kaprysami. Mamy szacunek do żywiołów i podchodzimy do nich bardzo ostrożnie. Jednak w ostatnim czasie musieliśmy również współpracować z sytuacją, która na Świecie rozwija się bardzo dynamicznie i bardzo szybko się zmienia, czyli epidemią. Dzięki doświadczeniu, szybkim reakcjom i konkretnym działaniom udało nam się zorganizować wspaniały i bezpieczny rejs ! Nie udałoby się to jednak bez wsparcia ludzi.

Jacht na tle chorwackich skał

W tym miejscu chciałam bardzo podziękować:

Mieszkowi i Marcinowi – bez Was chłopaki  rejs nie odbyłby się, ale nie tylko ze strony technicznej. Zapewnione bezpieczeństwo, zarażanie pasją do żeglowania, bezproblemowa współpraca i wspaniała atmosfera spowodowały, że uczestnicy mogli wypocząć i poczuć się dobrze na żaglach. Nie wystarczy tylko dobrze żeglować, to kwestia wyuczenia się i każdy może to zrobić, ale dzielić się pasją z różnymi  ludźmi, to jest dopiero sztuka – a Wy to potraficie!

Karolinie – uratowałaś naszą jogową część rejsu! Codzienna poranna i wieczorna joga pomagała nam się odprężyć, ale i dobrze się zorganizować! Mam nadzieję, że jeszcze niejeden rejs przed nami!

Pierwszy raz organizowaliśmy rejs na dwa jachty i pierwszy raz był to rejs z jogą. Co to oznacza? Do tej pory byliśmy odpowiedzialni za całą załogę: bezpieczeństwo, komfort, humor, mieliśmy kontakt ze wszystkimi naszymi załogantami. Na tym rejsie mieliśmy dwie złogi i obawy:

-czy dobrze podzielimy skład załóg

-czy wszystko będzie w porządku

 Na szczęście nasz przyjaciel  Marcin „Cipor” C. sprawdził się w roli skippera lepiej niż mogliśmy sobie wymarzyć.

Teraz krótko o miejscu. Na cel naszego jogowego rejsu wybraliśmy Chorwację-akwen znany nam bardzo dobrze, przyjazny początkującym żeglarzom i załogom i dający nam, a przede wszystkim naszym znajomym komfort wypoczynku. Mogliśmy bez problemu, dzięki niewielkim „przelotom” pogodzić praktykę jogi z żeglowaniem i zwiedzaniem.

Podróż z Polski do Chorwacji

Z Polski do Chorwacji można dostać się:

Samochodem – można wybrać trasę: Polska, Czechy, Austria, Słowenia, Chorwacja lub Polska, Słowacja, Węgry, Chorwacja lub Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Chorwacja ok.1600 km (w jedną stronę).  Oczywiście są to najszybsze drogi dotarcia samochodem do Dalmacji, jeżeli jednak chcecie po drodze można zatrzymać się lub przejechać przez inne państwa.

-samolotem – linie PLL Lot, Ryanair oraz Wizzair oferują loty w różne części CHorwacji. W czasie kiedy organizowaliśmy rejs większość uczestników przyleciało z Warszawy do Zadaru liniami LOT. Z Zadaru zamówionym samochodem (przez tę samą firmę, w której czarterowaliśmy jacht) dojechali na miejsce. Jednak każdego roku warto sprawdzać połączenia z różnych miast w różne miejsca Chorwacji.

-autokarem – firmy  transportowe współpracujące z różnymi organizatorami rejsów mają w swojej ofercie przewóz pasażerów z Warszawy do różnych chorwackich Portów.

My vs Covid 1:0

Do Chorwacji (ja, Miezko i Werka) wybraliśmy się samochodem. Już przed wyjazdem (tak mniej więcej jeden, dwa dni przed) pojawiały się artykuły na stronach internetowych typu Onet czy fly4free o możliwym zakazie lotów z Chorwacji do Polski. A podczas naszej podróży, kiedy byliśmy już w drodze nasiliła się ilość informacji o projekcie ustawy, w której miał być zakaz lotów z Chorwacji do Polski – ustawa miała wejść w życie 2 września, a my – a właściwie większość załogi wracaliśmy 5 września. Aby nie psuć naaszym załogantom wypoczynku, aby mieli spokojne głowy, zarezerwowaliśmy (rezerwacja darmowa) miejsca w busie z Chorwacji do Warszawy . I czekaliśmy na oficjalne ogłoszenie ustawy na stronach rządowych. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i CHorwacja została wykreślona z listy.

Poznajcie Diddley i Page – Sun Odyssei 349

Wybór jachtu był w tym roku rzeczą nieoczywistą. Jako, że należymy do #sunodysseiclub (nasz dwuosobowy fanklub jachtów Sun Odyssei) i pierwsze rejsy organizowaliśmy na 36 stopowym jachcie postanowiliśmy już nie brać tak małych jednostek ze względu na komfort znajomych i nasz. Jednak w tym roku skusiliśmy się na nowe Sun Odysseie 349. Nasza niezastąpiona Pani Magda z firmy Leo Yachting zrobiła mały wywiad i dowiedziała się, że jachty – owszem są krótsze, ale bardziej przestronne w środku i w kokpicie.

Sun Odysei 349 Diddley z 2019 roku

 

Na miejscu okazało się, że rzeczywiście tak jest, na początku robiło to wrażenie jednak po tygodniu żeglowania mieliśmy kilka, ale… w dużym skrócie (więcej o tych jachtach w osobnym poście) przestrzeń do życia została powiększona kosztem  przestrzeni do żeglowania.

Kiedy odebraliśmy Diddley oraz Page, rozdzieliliśmy jedzenie na dwa jachty i umieściliśmy załogi w wygodnych kabinach przyszedł czas na zapoznanie!

Tak wyglądają Vodice nocą…

Dalmacja jest chyba najbardziej popularną wśród turystów krainą w Chorwacji. Nic w tym dziwnego! Przepiękne miasteczka, klimatyczne uliczki, świetne jedzenie oraz trunki oraz wyspy i widoki zmieszane  z przejrzystą wodą i dostosowaną do turystów infrastrukturą. Na pierwsze zapoznanie wybraliśmy typową, chorwacką tawernę. Mało tu było turystów, a travaricę (lokalny bimber) nalewali właściciele, którzy mimo, że nie mówili po angielsku bardzo serdecznie nas ugościli. Takie miejsca jak to są prawdziwym odzwierciedleniem lokalnych zwyczajów: alkohol robiony na miejscu i rozlewany z plastikowych butelek, minimalizm w wystroju: drewniane stoły i ławy , brak karty dań, a właściwie to brak dań – w tym miejscu po prostu się pije!  I brak dużej ilości turystów, oprócz nas przy stołach siedzieli Chorwaci.

Po skosztowaniu chorwackich trunków poszliśmy na jacht. Jutro trzeba przecież rozpocząć dzień aktywnie – z jogą!

Wodospady Krka po raz…

W końcu oddajemy cumy, muringi i … odpływamy! Czeka na nas Skradin z przepięknym Parkiem Narodowym Wodospadadów  Krka! Już po wypłynięciu mamy niezłe warunki wiatrowe! Przez godzinę współpracujemy z dosyć silnym wiatrem wykonując serię zwrotów przez sztag. W końcu musimy ustąpić – poza tym zbliżamy się do kanały Św. Antoniego i charakterystycznej twierdzy Św. Mikołaja przy wejściu do Szybenika. Warto wspomnieć, że dla chętnych jest możliwość zwiedzenia tego obiektu. Informacje na temat tray, czasu trwania wycieczki oraz cen możecie znaleźć tutaj. Twierdza Św. Mikołaja znajdująca się u wejścia kanału Św. Antoniego ze względu na swoje położenie nie jest popularnym miejscem dla turystów. Tym bardziej może wzbudzić ciekawość dla tych, którzy lubią tajemnicze, niebanalne zabytki.  Uznawana za jedną z najmocniejszych fortyfikacji na chorwackim wybrzeżu miała zadania chronić Szybienik przed napadem Turków. Dzięki zwiedzaniu Chorwacji od trony wody mamy okazję podziwiać ją w prawie całej okazałości! Płyniemy dalej, podziwiając niezwykłe, chorwackie skały. Na naszych załogantach wrażenie robi przepłynięcie pod mostem Krka. Widok z jachtu wydaje się lekko przerażający „czy zmieścimy się pod motem?”, czy „damy radę przepłynąć?”.  Perspektywa jest inna niż rzeczywistość 🙂 Most ma wysokość 65 metrów, a wysokość masztu ponad linię wody to 22 m.  Drogę do Mariny Skradin mamy już opanowaną. Byliśmy tu w 2016 roku na jednym z naszych pierwszych, wspólnych rejsów. Z resztą jest to trasa „must have” na rejsach po Dalmacji.

Skradin – miasteczko

Skradin widok z twierdzy na marinę

Marina Skradin jest jedną z wielu zrzeszonych w ACI. Możemy więc spodziewać się, że marinero czy inna osoba z obsługi mariny wskaże nam miejsce do cumowania oraz pomoże odebrać cumy. Charakterystyką cumowania w chorwackich ACI marinach jest stawanie rufą do pomostu czy nabrzeża, co wiąże się z podaniem cum rufowych oraz użyciem (podjęciem) muringu, którego podanie również ułatwia nam obsługa portu. Mariny są bezpieczne i wygodne, chronione od wiatru i fali i w dodatku bardzo dobrze wyposażone w infrastrukturę portową: łazienki, toalety czy prysznice pozwalają na wygodny wypoczynek skiperów i załogi. Opisy i cenniki Marin znajdziecie w poście z 2016 roku oraz w odnośnikach na końcu wpisu.

Park Narodowy Wodospadów Krka

Opis parku znajdziecie w naszym poprzednim wpisie, ale po krótce wspomnimy o tym miejscu. Rzeka Krka swoje źródło ma w Górach Dynarskich, a ujście do Adriatyku znajduje się w okolicach miasta Szybienik. Krka  ma 73 km, zlokalizowane są na niej różne hydroelektrownie, a nad rzeką zlokalizowane ą dwa mosty: Krka oraz Sibienik. Najpiękniejszym miejscem utworzonym przez przyrodę nad Krka są wodospady, kaskady i potoki wody  tworzące Park Narodowy Wodospadów Krka.

Jak dostać się do Parku?

Można popłynąć statkiem, który odpływa z portu Skradin lub dojść na piechotę. Można też w jedną stronę pójść pieszo, a w drugą popłynąć statkiem. Bilety oraz opis parku znajdują się na jego oficjalnej stronie tutaj.

Trochę geografii

Na pewno każdy z Was kojarzy Jurę Krakowsko-Częstochowską i jej charakterystyczne białe skały oraz jaskinie drążone przez wodę w wapiennych skałach. Już mniej z Was pamięta z geografii takie pojęcia jak kras, lej krasowy, wywierzysko czy polije…  Wspominam o tym, bo procesy, które zachodzą w Parku Narodowym Wodospadów Krka oraz w dużej części Dalmacji i na naszej Jurze są do siebie bardzo podobne.  Wapienne skały są bardzo podatne na działanie wody, która rzeźbi w nich niesamowite formy. Rzeka Krka przepływa przez obszary wapiennych skał, a napotykając znaczne różnice wysokości tworzy wodospady. Przykładem są wodospady Biruscz czy Brijan jednak najpiękniejszy wodospad Skradinski Buk został utworzony przez rzekę Krka i zbiegającą się z nią rzekę Cikola. Wędrując po Parku Narodowym Wodospadów Krka podziwiamy formy, które może stworzyć przyroda bez udziału człowieka. Powolne drążenie wapiennych skał połączone z działaniem płynącej wody daje nam obraz, który możemy podziwiać godzinami!

Okienko pogodowe na Prveć Luka

Pogoda w kolejnym dniu ma być nieciekawa. Wykorzystujemy więc okienko pogodowe i przepływamy na wyspę Prvic Luka, którą już znamy, ale nie znają jej nasze załogi. Żeglujemy krótko, ale zbliżając się do portu jesteśmy już w sztormiakach. Nie ma tu ACI mariny, jest za to betonowe nabrzeże z muringami i … marinero, który pomaga nam zacumować. Na razie czekamy, aż zrobi dla nas miejsce… Niestety wiązało się to z zaangażowaniem miejscowego kapitana rybackiego statku, który właśnie pił popołudniową kawę. Po jego niezbyt dynamicznym kroku zauważyliśmy, że nie był zadowolony, że musi przestawić swoją łódź. My jednak grzecznie czekamy, zdążyliśmy zjeść paczkę ciastek i trochę poplotkować, w końcu udaje się zrobić lukę, w której niebawem zacumujemy…zauważamy jednak, że nasz marinero niczym bohater opowieśći Marvela wskakuje do wody i dziarsko płynie w kierunku innego przycumowanego jachtu. Tak po prostu… wpław…zaczyna nas to interesować, więc jeszcze nie dopływamy do brzegu czekając na rozwój wydarzeń. Okazało się, że chodzi o podanie muringu jednemu z zacumowanych jachtów. A, że Marinero był niczego sobie na naszych załogantkach wywarł niemałe wrażenie, no i ta południowa, chorwacka ekspresja…<3

Prvec Luka – port na wyspie

Codzienna joga, tutaj poranna praktyka na wyspie Prvec Luka

Prveć Luka jest małą wysepką, na której można po prostu wypocząć i poczuć wyspiarkie życie Chorwatów. Jednym z ciekawych obiektów do zwiedzania jest Centrum Pamięci Fausta – chorwackiego wynalazcy, który wybrał wyspę Prvic na miejsce swojego spoczynku. Informacje o godzinach otwarcia znajdziecie tutaj.

Po dopłynięciu odbyła się nasza kolejna praktyka jogi, a ponieważ deszcz nam sprzyjał zapytaliśmy Pani z pobliskiej kawiarni, czy możemy przeprowadzić zajęcia pod jej dachem – zgodziła się bez problemu! Poranna joga na Prveć Luka odbyła się już pod gołym niebem, ale już naostatnich asanach dopadł nas deszcz!

Regaty Prveć Luka – Kornati

Podeszliśmy do tego naprawdę poważnie – analiza, tajemnice, wybranie najlepszej trasy, strategia walki… to wszytko, aby być zwycięzcą regat o … no właśnie… do dziś nie wiadomo o co, ale zakładamy, że o dobrą zabawę! Na początek wyznaczyliśmy linię startu, którą mieliśmy przekroczyć o ustalonej godzinie – oczywiście na żaglach. Ten, kto brał udział w regatach wie, że jest to bardzo ważna część wyścigu i niełatwa do ustawienia zwłaszcza przy dużej ilości jednostek. My mieliśmy dużo miejsca i zaledwie dwa jachty w wyścigu, ale silny wiatr nie ułatwiał nam np. stawiania żagli. Wymagało to dobrej współpracy całej załogi. Udało się nam przekroczyć linię mety. Pierwsze wyzwanie to przekroczyć przesmyk między wyspami Zmajan i Tijat.

Regaty – Page płynie na Kornaty

Księżcowy krajobraz wysp Kornaty

 

Nasza strategia polegała na tym, aby dopłynąć jak najbliżej lądu (wyspy Zmajan), zrobić zwrot i jeżeli Neptun pozwoli bez żadnego zwrotu pokonać pierwszą część trasy. Tak też zrobiliśmy – wyostrzając na szkwałach (płynąc bardziej pod wiatr, dzięki mocniejszym porywom wiatru) udało nam się przepłynąć przesmyk bez zwrotu! Płyniemy dalej. Czeka nas kolejny zwrot, a dodatkowo musimy uważać na boję odosobnionego niebezpieczeństwa, dopływamy jak najbliżej możemy i robimy kolejny zwrot. Tym razem kierujemy się na wyspę Kaprije, mamy nadzieję, że wiatr pozwoli dalej płynąć nam tym samym kursem, jednak im bliżej jesteśmy tym jesteśmy pewniejsi, że to nam się nie uda. Podejmujemy decyzję, że robimy kolejny zwrot, po kilkudziesięciu minutach kolejny i omijając małe wysepki Cerigul, Duzac, Tetoviusnjak Veli znajdujemy się na linii mety. Załoga Mieszka wygrała, ale nie oszukujmy się: mieliśmy o wiele bardziej doświadczoną załogę, prawdziwe brawa należą się więc wszystkim! Warunki nie były „chorwackie”, a bardziej „bałtyckie”, co zresztą dobiło się na mniej doświadczonych załogantach.

Kornaty – krajobraz z księżyca

Już na spokojnie żeglujemy między wyspami Kornatów. Krajobraz zmienił się od kiedy wpłynęliśmy na teren Parku Narodowego. Widzimy „gołe” wsypy praktycznie pozbawione roślinności. Widok jest niezwykły, nic więc dziwnego, że tych kilkadziesiąt wysp które od największej wyspy Kornat przyjęły nazwę Kornaty ujęto pod ścisłą ochronę i do dziś są Parkiem Narodowym. Brak roślinności na tych wapiennych wyspach jest wynikiem braku źródeł wody, ale nie przeszkadza to dzikim owcom żyć tutaj spokojnie z dala od ludzi. Turystyka na wyspach jest mocno ograniczona, a dostać się tutaj można statkiem wycieczkowym lub oczywiście na żaglach.

Marina ACI na wyspie Zut

Widok na restaurację i sklep na wyspie Zut

Na Wyspie Zut znajduje się marina ACI, w której jesteśmy jednym z niewielu jachtów. Niestety. Pandemia mocno dała się we znaki firmom turystycznym i oczywiście branży żeglarskiej. Z drugiej jednak strony korzystamy z walorów przyrody i ciszy. Zdążymy jeszcze udać się na snurkowanie w małej zatoczce,  a tuż przed zachodem Słońca uruchamiamy nasze Dinghy (ponton z silnikiem przyczepnym) i udajemy się na drugą stronę wyspy podziwiać zachód Słońca. Żegnamy zachodzącą czerwoną kulę, bo jutro znów wyruszamy na kolejną wyspę.

Wczorajszą długą i niełatwą drogę dziś sobie odbijamy krótkim żeglowaniem, mamy w planach zacumować na boi w zatoce Mir, która znajduje się na południowym brzegu wyspy Długi Otok. Po drodze postanawiamy zatrzymać się na kąpiel w okolicy Wyspy Katina. Wybraliśmy bardzo wygodne miejsce i stanęliśmy na kotwicy. Większość z nas szybko przebrała się w kąpielówki i wskoczyła do wody. Nam udało się odnaleźć…SKARB! Skarbem tym była kotwica pasująca do niewielkiej łódki, którą Mieszko zbudował sobie podczas Lockdownu w Wilczynach. Kotwicę oczywiście przywieźliśmy do Polski.  Zadowoleni z naszej zdobyczy popłynęliśmy na bojkowisko w zatoce Mir. Bez problemu zacumowaliśmy na boi i za pomocą pontonu dostaliśmy się na brzeg.

Bojkowisko w zatoce Mir (wysa Kornat)

Park Krajobrazowy  Telašćica 

Naszym celem jest wędrówka po Parku Krajobrazowym Telašćica, w którym znajduje się słone jezioro i możemy podziwiać monumentalne klify. O atrakcjach i różnych sposobach zwiedzania parku przeczytacie na jeo oficjalnej stronie czyli tutaj. Dla na była to miła odmiana po wczorajszym całym dniu żeglowania, mogliśmy rozprostować kości i podziwiać lądową przyrodę. Klify robią niezwykle wrażenie! Doszliśmy również drogą do słonego jeziora. Po wędrówce usiedliśmy w lokalnej tawernie, aby napić się pysznego Karlovacko. Na naszą załogę czekały na jachcie pyszne racuchy, po których zjedzeniu mieliśmy siłę, aby śpiewać przy dźwiękach gitary.

Klify w parku krajobrazowym Telascica

łone jezioro w parku krajobrazowym Telascica

Zachód Słońca na Wyspie Piskera

Informacja przy wejściu do Zatoki

Marina ACI Piskera

Dni na rejsach żeglarskich mijają niezwykle szybko. To niesamowite, że im krótszy rejs, tym krótsze dni. Opuszczamy Zatokę Mir i kierujemy się na wyspę Piskera. To ostatnia wyspa przed powrotem do macierzystego portu. Czeka na nas oczywiście marina ACI, co daje komfort wygodnego prysznica po dniu stania na bojce. Wiem, że gdy czytają to wytrawni żeglarze pływający tygodniami czy miesiącami po Bałtyku to pod nosem wyśmiewają „ten jeden dzień bez prysznica”. Z resztą nie trzeba daleko szukać! W Grecji prysznic w porcie to prawdziwy luksus, jednak ten rej miał charakter wypoczynkowy, turystyczny i staraliśmy się, aby każda nawet najmniejsza dogodność była dostępna dla naszych załogantów. Był to czas po lockdownie, każdy z nas był zmęczony sytuacją w kraju, więc chcieliśmy mieć świetne i wygodne wakacje.

Zachódsłońca na Wyspie Piskera

Tuż przed zachodem Słońca – widok na Kornaty

Piskera to wyspa magiczna. Jest niewielka i nikt na stałe tutaj nie mieszka. Jednak turyści, zwłaszcza żeglarze, chętnie wybierają ją na miejsce wypoczynku czy kolejnego postoju. My postanowiliśmy wpiąć się na szczyt wyspy i podziwiać zachodzące Słońce. Jest to popularna praktyka. Warto ubrać wygodne buty i godzinę przed zachodem udać się na górę. Już na miejscu spotkaliśmy kilku turystów, którzy z przygotowanymi aparatami czekali na odpowiedni moment. Zauważyliśmy również kamienie poukładane w mniejsze i większe wieżyczki jeden na drugim. Zdążyliśmy ustalić, że każdy kto ułoży taki kamień może podziewać się pełnienia marzeń i stabilnego życia. Po zejściu z góry spotkaliśmy się na praktykę jogi przy pełni księżyca. Widok i sama praktyka były magiczne!

Czy jest z nami Zbyszek?

Kiedy dopływaliśmy do mariny byliśmy jedynymi jachtami w tym miejscu. Jednak po kilku godzinach zrobiło się już ciasno. Nic dziwnego – to dobre miejsce na ostatni przystanek przed oddaniem jachtu w Sukosanie czy Tribunj. Na kilku jednostkach zauważyliśmy biało-czerwone bandery. Ponieważ na naszym jachcie była gitara przy butelce travaricy śpiewaliśmy szanty i znane polskie piosenki, długo nie musieliśmy czekać, aż w naszym kokpicie pojawił się… Zbyszek! Kiedy zorientował się, że pośród naszej 14 osobowej grupy jest 10 Pań po prostu oszalał. Zabawiał nas opowieściami i wspomnieniami ze swoich rejsów i choć jego załoga bardzo prosiła, aby wrócił „na miejsce” Zbyszek ani myślał wrócić na swój jacht. W końcu koleżanka Zbyszka, Monika wykonując bardzo uwodzicielki taniec całego ciała przekonała kolegę, aby dołączył do swoich znajomych.

Czas powrotów

Ostanie żeglowanie przeważnie wygląda podobnie – załoga jest już na tyle zgrana, że nie trzeba mówić kto co ma robić. Jest ciszej, bo większość osób już myślami jest w pracy, w domu lub próbuje ustawić sobie „powrót do rzeczywistości”. Tak naprawdę żadne z nas nie chce płynąć do rzeczywistego portu, bo choćbyś był największym sztywniakiem po siedmiu dniach na morzu wyzwoliła się w Tobie dusza pirata lub chociaż jej część. Mężczyźni z kilkudniowym zarostem,  Kobiety w rozwichrzonych włosach na głowie, wszyscy spaleni Słońcem i rozluźnieni. Tutaj możesz być naprawdę sobą, nie masz nic do ukrycia. Siedem dni na 10 metrowym jachcie powoduje utworzenie niezwykłej więzi. Jednak trzeba w końcu zacumować, my również dotarliśmy do celu.

Podsumowanie

Udaliśmy się na ostatni spacer i zakup pamiątek. Wszyscy, którzy byli z nami na rejsie uśmiechali się, a to dla nas najważniejsze! Jak już wcześniej napisałam – dobrze żeglować i stać się mistrzem w tym fachu to jedno. Dzielić się pasją z innymi i sprawić, że ktoś pokocha (no dobra, najpierw polubi) żeglować, to zupełnie inna bajka. Znani są ludzie, którzy pływają po morzach i oceanach, tacy, którzy żeglują dobrze i długo, ale gdy przyjdzie powiedzieć im o żeglowaniu lub wypowiedzieć się na forum na temat żeglarstwa… są to tylko suche słowa.

My chcemy pokazać, że ta forma aktywności ma wiele twarzy, że każdy może dostosować ją do siebie i chwycić ster we własne ręce. Pamiętajcie o tym kiedy z rozmarzoną miną będziecie patrzeć na białe trójkąty myślą „kiedyś i ja będę po tej drugiej, morskiej stronie”, po prostu zadzwońcie do nas! Spełnimy Wasze marzenia!

Mariny:

ACI Marina Vodice

ACI Marina Skradin

Prvic Luka

ACI Marina Zut

ACI Marina Piskera

Inne:

Park narodowy Wodospadów Krka

Centrum Pamięci Fausta

Park Narodowy Kornaty

Park Krajobrazowy Telašćica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *